Nie porywajcie mi dziecka!

„Zaraz cię zabiorę!”, „Mamusia mi cię odda, zobaczysz!”, a nawet: „Jesteś taka brzydka, jak tak krzyczysz!” – te słowa usłyszało ostatnio na ulicy moje dziecko. Dlaczego obcy ludzie poczuwają się do obowiązku straszyć moją córeczkę?

To był ostry napad płaczu. Wiedziałam, że tak się skończy, kiedy zabrałam prawie „na siłę” moją dwuipółlatkę z placyku, na którym stoją uwielbiane przez nią rzeźby dzików. Spieszyłam się jednak i nie mogłyśmy figurom poświęcić więcej czasu.

Możecie to nazwać, jak chcecie: bunt dwulatka, dziecięca histeria. Ja to nazwę inaczej: moja córa nie mogła się pogodzić z tym, że przerwałam jej zabawę. I zademonstrowała to w najłatwiejszy dla siebie sposób. Płacząc i krzycząc. Nie odpowiadała mi rzeczowo na pytania, bo trudno rzeczowości wymagać od tak małego dziecka pochłoniętego emocjami. Nie dała się przytulić, bo pewnie była na mnie wtedy strasznie zła. Nie chciała się uspokoić.

Takiego ataku płaczu na mieście jeszcze nie przeżyłyśmy. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Miałam w planach jeszcze zakupy w pobliskiej aptece, ale uznałam, że z krzyczącym dzieckiem nie będę wchodzić do przybytku dla schorowanych ludzi. Udałam się więc z zanoszącą się płaczem córką na Rynek – miałam nadzieję, że zainteresuje się tam jakimiś atrakcjami i zapomni o swoim żalu i o dzikach.

Przeliczyłam się jednak. Echo w starówce niosło płacz mojego dziecka. Stałyśmy się sensacją w małym mieście. „A czego ona tak się drze?” – pytała jedna starsza pani drugiej podniesionym głosem. „Pewnie chce na ręce!” – odpowiedziała równie głośno druga. Rzeczywiście, córka chciała na ręce, a ja nie mogłam jej podnieść, bo w chuście kółkowej niosłam trzymiesięcznego synka.

„Pani ma świętą cierpliwość” – stwierdziła inna starsza kobieta, która mijała nas prowadząc trójkołowy rower. I zaraz zwróciła się do mojej córki: „Czemu ty tak płaczesz, przecież nie masz żadnego powodu! Mamusia zwraca się do ciebie miło i nawet ci w dupę nie dała!”. Moje dziecko popatrzyło na kobietę wielkimi oczami i umilkło. Pomyślałam, że kobieta stała się tą atrakcją, którą chciałam odwrócić uwagę córki od powodu jej rozpaczy. I nawet na moment odetchnęłam z ulgą, że już nie słyszę płaczu swojego dziecka. Tymczasem kobieta nie zadowoliła się tym, że mała się uspokoiła i kontynuowała: „Jesteś taka brzydka, jak tak krzyczysz!”. Córka rozpłakała się na nowo. Wzięłam ją za rękę i ruszyłam dalej bez słowa. Wiem, powinnam była zareagować, ale wypowiedź kobiety wstrząsnęła mną, a nerwy już i tak miałam napięte. Pewnie wymiana zdań skończyłaby się niepotrzebną nikomu w tej sytuacji pyskówką.

Szłyśmy dalej. Jacyś robotnicy uprzejmie zaproponowali, że zabiorą mi córeczkę, skoro ona tak płacze. Inny mężczyzna też zapałał żądzą porwania Bogu ducha winnego dziecka. Szłam trzymając dłoń córeczki i modląc się, aby jak najszybciej dojść do samochodu i wreszcie odjechać od tych ludzi.

Nie wiem, może rzeczywiście oni chcieli dobrze. „Nastraszymy ją, to się zamknie!” – chyba myśleli. Może powodowała nimi jakaś dzika satysfakcja, że widzą takie „niegrzeczne” dziecko. Pewnie myśleli sobie o mnie, jaką to jestem złą matką. Że dziecko mi wchodzi na głowę. Że je rozpuściłam. Że te dzieci teraz takie niedobre. I inne takie.

Dotarłyśmy do kolejnej apteki. Córeczka przestała płakać, powiedziałam więc jej, że wejdziemy po lekarstwo dla tatusia. Skinęła głową. Zrobiłyśmy zakupy i ruszyłyśmy do auta. Łzy obeschły, a na małą buzię wystąpił uśmiech. Bo gdzieś tam szedł chodnikiem gołąb… W oddali był widoczny plac zabaw, córka wskazała na niego i spytała, czy tam pójdziemy. „Nie kochanie, teraz jedziemy do domu zrobić obiad, ale po obiedzie pójdziemy na plac zabaw” – odpowiedziałam spodziewając się najgorszego (już w myślach szacowałam odległość do samochodu i byłam gotowa w razie kolejnego ataku płaczu podźwignąć córę jedną ręką i jak najszybciej uciec do auta w obawie przed kolejnymi „porywaczami dzieci”). Tymczasem mała… skinęła głową.

Bez płaczu i krzyku wróciłyśmy do domu. A po obiedzie poszłyśmy na plac zabaw.

Tekst i foto: KOM

4 thoughts on “Nie porywajcie mi dziecka!

  • 15 czerwca 2016 o 19:51
    Permalink

    Tez spotkala mnie podobna sytuacja. Ludziska lubia sie wtracac w nieswoje sprawy. Takie komentarze sa nie na miejscu. Niepotrzebnie moga nastraszyc dziecko i z pewnoscia nam tez nie pomoga. Osobiscie nieznosze takich sytuacji lub kiedy ktos próbuje „dokarmiac” moje dziecko cukiereczkiem. Najlepiej niech kazdy pilnuje dwojego nosa a jak komus placz dziecka przeszkadza-polecam sluchawki.

    Odpowiedz
    • 16 czerwca 2016 o 04:38
      Permalink

      Oj tak, te cukiereczki. A kiedy mówię, że „ona nie je słodyczy”, to święte oburzenie, jak można dziecka cukrem nie paść 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *