Niebieska wielorybia ściema, czyli o niebezpiecznej fikcji i o tym, dlaczego muszę Was przeprosić

Na wstępie więc: Przepraszam. Dałam się ponieść fali medialnej. Nie powinnam. Dlaczego? O tym za chwilę. A teraz przepraszam, że napisałam o niebieskim wielorybie i wróżkach ognia, nie sprawdzając dokładnie informacji i nie pamiętając o jednej z podstawowych zasad dziennikarstwa. Pisząc tamten post, być może przyczyniłam się do zgubnej fali…

 

„Jeśli Niebieski Wieloryb rzeczywiście kogoś zabije, to krew na rękach będą mieli dziennikarze”[1] – tak brzmi tytuł artykułu Dawida Kosińskiego na blogu SpidersWeb. Ostro? Tak. I dobrze. Wpis ten otrzeźwił mnie nieco i zachęcił do poszperania w sieci. Na hasło „Niebieski wieloryb” w wyszukiwarce wyskakują setki wiadomości. Przede wszystkim mówiące o tym, że ta „gra” zbiera śmiertelne żniwo. Ja także napisałam ostrzegający przed tą modą wpis. Informacje o wielorybie podawała Polska Agencja Prasowa, a Maciej Kopeć, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, skierował w jego sprawie list do nauczycieli[2]

 

Wśród niepokojących doniesień o samobójstwach i okaleczeniach pojawiają się czasem teksty o tym, że cała sprawa z tą „grą” to mistyfikacja. „Fake news” stworzony przez kogoś w nie do końca jasnym celu. Ściema medialna i przez to rzeczywiście śmiertelnie niebezpieczna…

 

Samobójstwo jest zaraźliwe

 

Słyszeliście o „efekcie Wertera”? Za moich czasów uczono o tym na lekcjach polskiego w liceum. Chodzi o „Cierpienia młodego Wertera”, powieść epistolarną Johanna Wolfganga Goethego, która kończy się samobójstwem głównego bohatera. To był osiemnastowieczny bestseller. Już po pierwszej publikacji powieści, pojawiła się moda na naśladowanie tytułowego bohatera. I o ile moda na noszenie niebieskiego fraka z żółtą kamizelką jest w miarę nieszkodliwa, to już moda na odbieranie sobie życia brzmi co najmniej przerażająco. Socjolog David Phillips – już w dwudziestym wieku – sformułował pojęcie „efektu Wertera”, które określa związek pomiędzy nagłym wzrostem liczby samobójstw a poprzedzającym go nagłośnieniem w mediach samobójczej śmierci jakiejś znanej osoby[3]. Władze niektórych krajów zabroniły nawet publikowania powieści Goethego! Zgodnie z badaniami Phillipsa po każdym samobójstwie, które przedostaje się na pierwsze strony gazet, gwałtownie rośnie liczba samobójstw dokonywanych w tych regionach, w których samobójstwo to zostało szczególnie mocno nagłośnione. Badacz tłumaczy, że ludzie o skłonnościach samobójczych postanawiają „pozbyć się” kłopotów przez odebranie sobie życia. Według statystyk liczba samobójstw rośnie o 58 przypadków (w Stanach Zjednoczonych) w ciągu dwóch miesięcy następujących po każdym samobójstwie z pierwszych stron gazet – w stosunku do zwykłej liczby samobójstw w takim dwumiesięcznym okresie. Prawidłowości te dotyczą również wypadków samolotowych i samochodowych. Phillips twierdzi, że w istocie mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem. Po prostu wielu ludzi zabija się w sposób, który nie wygląda na samobójstwo, choć to w rzeczywistości jest samobójstwo. Postępują tak, aby oszczędzić rodzinie bólu i wstydu, czy umożliwić jej uzyskanie wypłat z tytułu ubezpieczenia[4].

 

Wpływ mediów na ludzi był i wciąż jest badany przez specjalistów od komunikowania masowego. Jeszcze pół wieku temu uważano, że media jedynie wzmacniają pewne cechy czy zachowania, jednak obecnie wiele wskazuje na to, że środki masowego przekazu zarówno kształtują nowe cechy osobowościowe, jak i zmieniają te już istniejące[5]. Najbardziej znana jest w tym temacie chyba książka R. B. Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”, który opisał, że po każdym samobójstwie nagłośnionym w prasie następuje fala wypadków śmiertelnych i samobójstw. Najbardziej dotyczy to samobójstw osób znanych – ich śmierć opisywana w mediach pociąga za sobą kolejne śmierci. Na dodatek po takich doniesieniach medialnych wzrasta liczba spadających z nieba samolotów i wypadków samochodowych. Cialdini odkrył, iż wzrost liczby wypadków jest tym większy, im więcej uwagi w danym regionie mass media poświęciły na omawianie jakiegoś samobójstwa[6].

 

Dlatego też jedna z podstawowych zasad dziennikarstwa brzmi: O SAMOBÓJSTWACH NIE PISZEMY. Niestety – zasada ta w dobie internetu i tabloidów została zapomniana…

 

O co więc chodzi z tym wielorybem?

 

Zacznijmy od wspomnianego wcześniej postu ze SpidersWeb: „Historia o Niebieskim Wielorybie to klasyczny przykład głuchego telefonu. Oczywiście możliwe jest, że w Rosji kilku nastolatków faktycznie zginęło wskutek podobnej zabawy. Jednak z tą grą połączono wszystkie samobójstwa wśród nastolatków, do których doszło na terenie Rosji przez pół roku. Sprawa została nagłośniona, gdy napisał o niej brytyjski tabloid The Sun. Z niego informacje skopiowało kilka polskich portali, a następnie fakty pomieszane z fikcją były podawane przez niemal wszystkie głównonurtowe media. W polskich tabloidach również pojawia się wiele takich doniesień. (…) Nauczyciele i rodzice się przejmują, nastolatkowie śmieją się z głupoty mediów, a najmłodsze dzieci zastanawiają się, jak wziąć udział w tej zabawie. Czyli zagrożenie nie istniało, ale teraz jest realne. Zostało stworzone przez nierzetelne media. Drodzy dziennikarze, to wy odpowiadacie za ten burdel. To wy powielaliście nieprawdziwe informacje. To wy pisaliście teksty bez jakiegokolwiek przygotowania. To wy nakręciliście aferę z niczego. To przez was dzieci dowiedziały się o takiej zabawie. To przez was może stać się modna. I jeżeli taka moda rzeczywiście się rozwinie, jeżeli jakieś dziecko popełni z powodu tej gry samobójstwo, to będzie wasza wina. Nie gier komputerowych, nie rosyjskich nastolatków, a wyłącznie wasza[7].

 

Duży tekst na ten temat napisał Kamil Nowak, czyli BlogOjciec – wpis nosi tytuł „Niebieski wieloryb – rzeczowo o tym ile prawdy tkwi w opowieściach o zabójczej dla dzieci grze”. BlogOjciec powołując się na liczne źródła pisze: „Okazuje się, że niektóre media podają 130, a inne podają 200 i do tego niektóre podają, że to się działo w Rosji, a inne, że również na Ukrainie. Tymczasem w rzeczywistości liczba 130 nie ma żadnych konkretnych podstaw. Pojawiła się ona po raz pierwszy w rosyjskim artykule z 16 maja 2016 r. (czyli sprawa wcale nie jest nowa), w którym autorka bez żadnych szczególnych podstaw powiązała 130 samobójstw z lat 2015 i 2016, z grą o której słyszała. My się o tym z kolei dowiedzieliśmy dopiero teraz, bo 17 lutego 2017 r. ta sama autorka, ze względu na dużą popularność poprzedniego wpisu, ponownie o tym napisała. Ponownie bez żadnych konkretnych danych. Jej artykuł spotkał się zresztą z ogromną krytyką. (…) W rzeczywistości, na chwilę obecną, nie ma nawet jednego przypadku samobójstwa na całym świecie, które były z niebieskim wielorybem powiązane. (…) Jeśli jest coś, czego rzeczywiście możemy się obawiać, to sytuacji w której nastolatkowie będą próbowali odtworzyć grę w niebieskiego wieloryba, aby np. zyskać rozgłos czy popularność, bo takie były motywacje min. paru sprawców szkolnych strzelanin w USA[8].

 

Kto wymyślił wieloryba? Jakiś chory umysł. Internetowa plotka głosi, że cała sprawa miała pomóc wypromować jakiś rosyjski portal… To całkiem możliwe. Ale dlaczego umysł wymyślający taki chwyt marketingowy nazywam chorym? Bo jeśli rzeczywiście to pomysł jakiegoś speca od marketingu, musiał on sobie zdawać sprawę z tego, jak niebezpieczny „fake news” tworzy. I wciąż pojawiają się jego naśladowcy. Na Facebooku po wpisaniu frazy „niebieski wieloryb” pojawiają się nam coraz to nowe strony zakładane przez żądne drastycznych wrażeń osoby. Również na Instagramie pojawiały się profile rzekomych „opiekunów wielorybów”, czyli osób, które miałby wysyłać „grającym” coraz to nowe wyzwania.

 

Zadania wieloryba

 

Te chore umysły powielają i wymyślają kolejne wyzwania, jak: „Potnij swoje ramię wzdłuż swoich żył, nie za głęboko, tylko 3 rany. Wyślij zdjęcie do swojego opiekuna”, „Jeśli jesteś gotów, by zostać ‚wielorybem’ wytnij TAK na swojej nodze. Jeśli nie – potnij się wiele razy (ukarz się)”, „Nie rozmawiaj z nikim przez cały dzień” i wreszcie: „Skocz z wysokiego budynku. Odbierz sobie życie”[9]. Piszę to teraz i znów targają mną wątpliwości, czy przywoływać te zadania, czy ktoś tego nie przeczyta i nie spróbuje zrobić… W tekście, który napisałam 17 marca: Wieloryb i wróżki – śmiercionośne gry dla dzieci, za który teraz Was przepraszam, podałam też dokładne instrukcje dla „Wróżek ognia”. Teraz edytowałam post i usunęłam treść „zaklęć” – może dzięki temu żadne dziecko nie zasugeruje się moim tekstem i nie pójdzie o północy odkręcić kurków z gazem, bo nie będzie znało treści niezbędnego „magicznego zaklęcia”.

 

Tak. Jakieś dziecko mogło po lekturze mojego tekstu zdecydować się na tak dramatyczny krok! To pokazuje, jaką odpowiedzialność mają osoby publikujące w mediach. A dziś, w erze internetu, praktycznie wszyscy stajemy się „pracownikami mediów”. Dawid Kosiński ze SpidersWeb ma więc nie do końca rację – nie tylko dziennikarze będą winni, jeśli Niebieski wieloryb zrobi komuś krzywdę, ale też blogerzy i użytkownicy mediów społecznościowych udostępniający te rewelacje. A więc ja, Ty…

 

 

Garść faktów

 

Internetowa ściema poruszyła MEN. I choć podsekretarz Maciej Kopeć napisał do nauczycieli: „Podejmowane działania nie powinny w żaden sposób przyczyniać się do reklamy wyżej wymienionej gry wśród dzieci[10], sam „grę” zareklamował… Ministerstwo nie wytropiło „gry” samodzielnie, to zastępca prokuratora generalnego Krzysztof Sierak zwrócił się w marcu do szefowej MEN Anny Zalewskiej o podjęcie przez kuratorów oświaty działań prewencyjnych w związku z niebezpieczną interaktywną „grą” internetową[11]. Kilka prokuratur lokalnych także zajęło się wielorybem. Prokuratorzy z Ostrołęki ustalili już nawet, że trzy dziewczynki z jednej ze szkół podstawowych, które okaleczyły się w marcu, nie zrobiły tego pod wpływem „niebezpiecznej, internetowej gry”[12]. W Gliwicach z kolei zawiadomienie w sprawie „gry” złożyła matka piętnastolatka po ujawnieniu u niego ran ciętych na przedramionach obu rąk. Chłopak przyznał, że dokonał samouszkodzenia wykonując zadania postawione przed nim w „grze komputerowej Niebieski Wieloryb”. Pokrzywdzony został opatrzony chirurgicznie w szpitalu w Zabrzu, a następnie przewieziony na oddział neuropsychiatryczny w Szpitalu Psychiatrycznym w Lublińcu. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Gliwicach Gliwice-Zachód[13]. Podobne postępowanie toczy się m.in. w Szczecinie. „Zgromadzony na chwilę obecną materiał dowodowy pozwala na stwierdzenie, że dokonane przynajmniej przez niektórych małoletnich samookaleczania mają związek z uczestnictwem w grze internetowej ‘Niebieski wieloryb’” – powiedziała „Newsweekowi” Małgorzata Wojciechowicz, rzeczniczka prasowa szczecińskiej prokuratury[14]. Czyli jakieś ofiary już są! Pytanie teraz, kto podszył się za „opiekuna wieloryba” – mam nadzieję, że śledczy go znajdą.

 

Rodzicu! Tak czy inaczej: uważaj na dziecko!

 

Chyba żaden rodzic nie przeoczyłby takich „symptomów gry”, jak pocięte żyletką usta, czy to, że jego pociecha przez cały dzień się nie odzywała do nikogo. Dlatego wierzę, że wieloryb nikogo nie zabije. Jednak należy chuchać na zimne i znaleźć wspólny język ze swoim dzieckiem. Zainteresować się, czym nasza latorośl się interesuje. Po prostu porozmawiać. Zachęcam do tego! Okaleczanie się jest wbrew pozorom dość częste wśród młodzieży i to nie za sprawą wieloryba, a np. zaburzeń psychicznych. Jeśli więc może z całej tej wielorybiej ściemy wypłynąć coś dobrego, to to, że zabiegani rodzice wnikliwiej spojrzą na swoje dziecko. I – jeśli ma ono jakieś kłopoty – to pomogą mu je pokonać.

 

KOM

 

Przypisy:

[1] D. Kosiński, Jeśli Niebieski Wieloryb rzeczywiście kogoś zabije, to krew na rękach będą mieli dziennikarze, http://www.spidersweb.pl/2017/03/niebieski-wieloryb.html.

[2] http://www.kuratorium.bialystok.pl/kuratorium/aktualnosci/list-podsekretarza-stanu-macieja-kopcia-do-dyrektorow-i-nauczycieli-dotyczacy-cyberbezpieczenstwa-dzieci-i-mlodziezy.html.

[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Wertera.

[4] R. B. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2004, s. 132-134.

[5] D. Kubicka, Społeczno-poznawcza teoria komunikacji masowej Alberta Bandury, [w:] D. Kubicka,
A. Kołodziejczyk, Psychologia wpływu mediów. Wybrane teorie, metody, badania, Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2007, s. 58.

[6] R. B. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, op. cit., s. 132-134.

[7] D. Kosiński, op. cit.

[8] K. Nowak, Niebieski wieloryb – rzeczowo o tym ile prawdy tkwi w opowieściach o zabójczej dla dzieci grze, http://www.blogojciec.pl/dzieci/niebieski-wieloryb-rzeczowo-o-tym-prawdy-tkwi-opowiesciach-o-zabojczej-dla-dzieci-grze/.

[9] Śmiercionośna gra Niebieski Wieloryb – jakie są zadania? Kim były pierwsze ofiary?, https://ddob.com/blog/id/1175/smiercionosna-gra-niebieski-wieloryb-jakie-sa-zadania-kim-byly-pierwsze-ofiary.

[10] http://www.kuratorium.bialystok.pl/kuratorium/aktualnosci/list-podsekretarza-stanu-macieja-kopcia-do-dyrektorow-i-nauczycieli-dotyczacy-cyberbezpieczenstwa-dzieci-i-mlodziezy.html.

[11] http://www.rp.pl/Prawo-karne/303179912-Prokuratura-zwrocila-sie-do-MEN-ws-gry-niebieski-wieloryb.html.

[12] K. Parzych, To nie był Niebieski Wieloryb. Ustalenia ostrołęckiej prokuratury, http://www.rdc.pl/informacje/to-nie-byl-niebieski-wieloryb-ustalenia-ostroleckiej-prokuratury-posluchaj/.

[13] http://www.gliwice.po.gov.pl/index.php/rzecznik-przasowy/335-akt-oskarzenia-w-sprawie-nieprawidlowego-wykonania-diagnostyki-lekarskiej.

[14] A. Filipiak, „Niebieski wieloryb”. Niebezpieczna gra dotarła do Polski. Doszło do pierwszych okaleczeń, http://www.newsweek.pl/polska/-niebieski-wieloryb-dotarl-do-polski-,artykuly,407315,1.html.

Zaciekawiło Cię to? Proszę podaj dalej!

Jedna myśl na temat “Niebieska wielorybia ściema, czyli o niebezpiecznej fikcji i o tym, dlaczego muszę Was przeprosić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *