Odkryłam, dlaczego nie powinno się brać ślubu w maju!

Słyszeliście to: „W maju ślub, szybki grób”, albo: „Ślub majowy, grób gotowy”? Masakra, prawda? Dlaczego niby w maju nie powinno się zawierać ślubów? Czy to jakiś miesiąc przeklęty? Czy może chodzi o to, że w nazwie miesiąca nie ma „r”? Jeśli tak, to ja, która wzięła ślub w listopadzie (11.11.11), też powinnam się bać?

 

Jest też kilka mniej groźnych przesądów: „Kto w maju ślubuje, ten szybko żałuje”, „Maj oszukuje, gdy miłość ślubuje” (mniej groźnych, bo przynajmniej nikt w grobie nie ląduje). I co więcej, takie przesądy i porzekadła funkcjonują nie tylko u nas! Anglicy mawiają: „Marry in the month of May, and you’ll surely rue the day”, co można przetłumaczyć, jako „Jeśli weźmiesz ślub w maju, z pewnością pożałujesz tego”.

 

Szukałam, szukałam i szukałam, skąd takie przesądy. Znalazłam kilka wyjaśnień. Dowiedziałam się na przykład, że Celtowie na początku maja obchodzili święto Beltane, podczas którego zawierano „próbne małżeństwa”. Małżonkowie mogli takie związki rozwiązać bez żadnych konsekwencji, stąd więc opinia o majowych ślubach jako tych nietrwałych.

 

Co więcej… według starożytnych Rzymian w maju odbywały się Lemuralia, podczas których na ziemię schodziły złe duchy, a uroczystości weselne mogły je dodatkowo rozgniewać. Tak bardzo, że duchy mogły zabrać ze sobą jednego z małżonków… Stąd łacińskie przysłowie: „Mense Maio malae nubent”, czyli „W maju zły ślub”.

 

No dobrze, ale dlaczego mielibyśmy w to wierzyć w XXI w.?

 

Dokopałam się także do teorii, że maj został okrzyknięty miesiącem żałoby po klęsce powstania styczniowego i dlatego Polki nie powinny tego miesiąca wychodzić za mąż. Problem w tym, że powstanie styczniowe wcale nie zakończyło się w maju… Żałoba narodowa była, ale trwała kilka lat (oficjalnie została zdjęta w 1866 r.). Szukałam wzmianek historycznych na temat jakiejś wyjątkowości majowej żałoby, ale nie znalazłam. No, ale jeśli było inaczej, niech mnie jakiś historyk poprawi.

 

Pisałam o wierzeniach Celtów i Rzymian, a co z nami – w większości – katolikami? Otóż maj to miesiąc maryjny. I tu spotkałam się z dwiema opiniami. Z jednej strony zawieranie małżeństwa w czasie poświęconym Matce Boskiej ma sprzyjać szczęściu. Z drugiej – spotkałam się ze zdaniem, że w maju należy całą uwagę poświęcić Matce Boskiej, a weselicho mogłoby odwrócić uwagę od obrzędów religijnych. Jednak księża bez problemu udzielają ślubów w maju. Wzbraniają się przed tym tylko w okresie wielkiego postu oraz adwentu, ale i wówczas można ślub kościelny zawrzeć, jeśli ma się ku temu ważne powody (sama byłam na takim wielkopostnym ślubie, para jest ze sobą szczęśliwa do dziś).

 

Może chodzi o tę sławną literkę „r”?

 

Tak, tak. Magiczna literka „r”. Dlaczego ona taka magiczna tylko w kontekście ślubów? Jakoby zapewnia ona młodej parze powodzenie. Głoska ta jest „wibrująca” i to ponoć wibracja szczęścia… Mało tego, znalazłam twierdzenie, że wzięcie ślubu w miesiącu z „r” sprawi, że przyszłe potomstwo nie będzie cierpiało na rotacyzm, czyli wadę wymowy polegającą na nieprawidłowym wymawianiu tej głoski.

 

No dobrze, ale „r” nie ma też w styczniu, lutym, kwietniu, lipcu i listopadzie… I tu też znalazłam teorię – maj jest najgorszy, bo w żadnym języku jego nazwa nie zawiera „r” (wybaczcie, ale nie sprawdziłam wszystkich języków świata). Ja przed naszym ślubem, gdy ktoś mi zwracał uwagę, że nie ma w „listopadzie” tej magicznej literki, odpowiadałam, że w języku polskim nie ma, ale już np. angielski „November” ją zawiera (zresztą nasz pierwszy taniec był do „November Rain” Gunsów).

 

Znajoma kwiaciarka zwróciła mi też uwagę na fakt, że „r” jest jak… „rozwód”!. Hmmm…

 

Skoro o przesądach mowa…

 

Panna młoda oczywiście musi mieć w dniu ślubu na sobie coś niebieskiego, coś starego i coś pożyczonego. Mówi się, że najlepszy dzień na ślub to sobota, a nie powinno się zawierać sakramentu w poniedziałek i piątek. Jeśli młodzi chcą zapewnić sobie pomyślność, panna młoda powinna na kilka dni przed ślubem położyć swoje ślubne buty na parapecie, aby napełniły się one szczęściem (a w dniu ślubu dobrze włożyć pieniążek do pantofelka). Co do butów jeszcze, to według niektórych to narzeczony powinien przyszłej żonie je kupić (w zamian ona jemu – koszulę). Oczywiście pan młody nie może oglądać przed ceremonią swojej wybranki, ani nawet widzieć wcześniej samej sukni ślubnej. I sukni tej nie powinien nikt poza młodą przymierzać – bo jak niezamężna panna ją założy, to sama nigdy nie wyjdzie za mąż. Są też bardziej groźne przesądy. Jeśli panna młoda przejdzie w dniu ślubu pod rozwieszonym praniem, może to spowodować komplikacje przy porodzie jej przyszłego dziecka… Co jeszcze? Okazuje się, że słuchanie własnych zapowiedzi ślubnych to zła wróżba. A jak już wchodzimy do kościoła na własny ślub, to musimy jego próg przekroczyć prawą nogą! Że ja o tym nie wiedziałam, nie mam pojęcia, którą noga przekroczyłam próg katedry… I co ze mną będzie? I jeszcze jedna rzecz, której nie dopilnowałam i potem wszystkie ciotki mi to wypominały: panna młoda powinna być po lewej stronie pana młodego (ponoć po to, aby on mógł prawą ręką odganiać wszelkie zło – ale może skoro mój mąż jest leworęczny, to stałam dobrze… kto wie?). Przyszłe panny młode maja też w przesądach receptę na to, aby ich mąż był im posłuszny. Jeśli kobieta chce, by jej mąż został pantoflarzem, powinna przykryć suknią czubek buta pana młodego podczas ceremonii. Muszę przejrzeć zdjęcia, czy moja suknia przykrywała buty męża…

 

Jak widzicie, przesądy regulują nie tylko datę ślubu, ale nawet to, jak mamy się poruszać w tym dniu.

 

A jak było kiedyś?

 

Przejrzeliśmy teorie historyczne związane z majem, tymczasem okazuje się, że w Polsce jeszcze do lat trzydziestych XX w. najczęściej na śluby wybierano… luty i listopad! Dlaczego? Powodów było kilka. Przede wszystkim – miesiące te pozwalały na „ominięcie” wielkiego postu i adwentu. Po drugie – nie były to miesiące wytężonej pracy, jak środek lata, czyli czas żniw. Po trzecie – listopad wygrywał, bo był to miesiąc niedługo po… świniobiciu i weselnicy mogli liczyć na świeże mięso. A luty był dobry, wszak to jeszcze karnawał. Najrzadziej w przeszłości śluby brano w marcu i kwietniu (wielki post) oraz w grudniu (adwent).

 

Widzicie… Jakimś cudem powróciliśmy do pogańskich wierzeń i znów w naszych nowoczesnych czasach wierzymy, że ślub w maju jest złym pomysłem (oczywiście tu generalizuję, bo sama znam szczęśliwe pary po majowych ślubach). Zastanówmy się więc, dlaczego ten piękny miesiąc powinien być przez młode pary omijany…

 

Jak jest dziś?

 

Wpadłam na to po rozmowie z koleżanką, która prowadzi restaurację. To takie proste! Na maj przypadają komunie! A ponieważ w Polsce zazwyczaj imprezy ślubne są dwudniowe (w sobotę wesele, w niedzielę poprawiny), to restauratorzy jakoś muszą „przekierować” zainteresowanie weselami na inne miesiące. Nie „przekierują” przecież wszystkich komunii w okolicy! A skąd komunie w maju? Ponoć to zalecenie polskich biskupów, aby dzieci po tym sakramencie mogły grupowo brać udział w organizowanych procesjach w uroczystość Najświętszej Eucharystii i podczas oktawy tej uroczystości.

 

 

Skoro w maju są komunie, a to dla rodzin spory wydatek, to kolejna duża impreza rodzinna nadszarpnęłaby mocno domowe budżety, nie?

 

 

No, to teraz wszystko jasne 😉 Wielu osobom zależy na tym, aby śluby odbywały się w innych miesiącach niż maj… Idąc dalej tym tropem można domniemywać, że lipiec też nie bez przyczyny jest tym „gorszym” miesiącem (rzeczywiście, wśród miesięcy letnich tan akurat cieszy się najmniejszym ślubnym powodzeniem) – osoby związane z branżą ślubną też chcą móc latem wyjechać na urlop…

 

Popatrzmy też na „najlepsze” na śluby dni tygodnia. Ideałem jest sobota, bo… sprawia, że w niedzielę weselnicy mają jeszcze wolne od pracy i spokojnie można urządzić poprawiny (a dwudniowa impreza jest dla lokalu lepsza od jednodniowej, co oczywiste). Piątek odpada ze względów religijnych – to dzień, w którym Chrystus umarł na krzyżu, katolicy powinni tego dnia pościć. Ale i w piątek można wziąć ślub kościelny, jeśli poprosi się o dyspensę (jestem tego żywym przykładem, bo ślub brałam w piątek, 11.11.11). A co z poniedziałkiem? Czy to nie jest przypadkiem dzień, kiedy niektóre restauracje robią sobie wolne? A przynajmniej jeszcze niedawno tak bywało, teraz już się odchodzi od tego „zwyczaju”.

 

Przekonuje Was moja teoria?

 

Pozdrawiam! Bierzcie śluby, kiedy chcecie!

 

Karolina Osińska-Marcińczyk

Foto: Anna Chodorowska

 

 

Zaciekawiło Cię to? Proszę podaj dalej!

9 thoughts on “Odkryłam, dlaczego nie powinno się brać ślubu w maju!

  • 16 września 2017 at 05:59
    Permalink

    Nie do końca się zgadzam……..Według wierzeń niedobrymi miesiącami na ślub są miesiące gdzie nie występuje „r” ale w nazewnictwie łacińskim. I o ten język chodzi jako, że kiedyś to ten język znały wszystkie narody. Czy sprawdziła Pani w pisowni łacińskiej?

    Reply
    • 16 września 2017 at 07:33
      Permalink

      Czyli: Ianuarius, Februarius, Martius, Aprilis, Maius, Iunius, Iulius, Augustus, September, October, November, December.
      To by znaczyło, że „złymi” miesiącami są: maj, czerwiec, lipiec i sierpień – a najwięcej osób w naszym kraju zawiera związek małżeński w czerwcu i sierpniu 🙂
      Pisownia łacińska nijak się ma do realiów polskich. Choć nieszczęsny maj rzeczywiście nie posiada „r” i w łacinie.

      Reply
  • 16 września 2017 at 06:15
    Permalink

    Zaciekawiłaś mnie:). Przeprowadziłaś udane dochodzenie!

    Reply
    • 16 września 2017 at 07:33
      Permalink

      Dzięki 🙂

      Reply
  • 16 września 2017 at 09:38
    Permalink

    Hahahaha uwielbiam takie bzdury! A ja jestem taka nieostrożna, że wzięłam ślub w maju, koniec świata 😀 Może ratuje mnie to, że to cywilny, a nie kościelny 😛

    Reply
  • 16 września 2017 at 12:42
    Permalink

    Sama olewam takie nie wiadomo skąd pochodzące wierzenia, ale fajnie o nich poczytać 🙂

    Reply
  • 16 września 2017 at 13:21
    Permalink

    Bardzo ciekawy wpis! Lubię takie ciekawostki etymologiczno-kulturowe.
    Ciekawe w tym wszystkim jest też to, że wydaje nam się, że jesteśmy taki cywilizowani, a jak przychodzi co do czego to nadal wierzymy w pogańskie wierzenia i zabobony. I nie mam tu na myśli tylko ślubu, ale i przeróżne sytuacje z życia wzięte.

    Reply
  • 17 września 2017 at 00:14
    Permalink

    Ja tam też postawię raczej na piątek i zrobię dwudniowe wesele, żeby ludzie mogli jeszcze w niedzielę odpocząć 😉 Maj wydaje się być pięknym miesiącem na ślub ze względu na dostępność kwiatów i jeszcze (zazwyczaj) brak upałów. Komunie faktycznie mogą być przeszkodą, często głównie finansową.

    Reply
  • 17 września 2017 at 17:08
    Permalink

    No nieźle…, Spisek restauratorów!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *