Zadania domowe – co za dużo to niezdrowo?

Pamiętam swoje zadania domowe. Nie pamiętam, żeby było ich jakoś strasznie dużo, ale też nie przypominam sobie, żebym narzekała na to, że nie mam co po lekcjach robić. Dziś – ponoć – zadań jest tyle, że dzieci właściwie nie mają życia poza nauką.

 

Do Rzecznika Praw Dziecka, Marka Michalaka, przyszedł list, w którym matka 12-letniego ucznia VII klasy pisze, że to, co dzieje się w szkole, woła o pomstę do nieba: „Codziennie syn wychodzi do szkoły o 7.30, wraca około 14.45. Dodatkowo uczęszcza na zajęcia sportowe, gdyż inaczej nie miałby sposobności, aby poruszać się poza lekcjami wychowania fizycznego, oraz na lekcje angielskiego, ponieważ szkoła nie uczy efektywnie, program jest tak skonstruowany, że praktyczne umiejętności nie są ćwiczone podczas zajęć. Dramat zaczyna się po południu. Cała rodzina zaangażowana jest w odrabianie lekcji, powtarzanie, w domu musi być cisza, aby syn mógł pracować, często trzeba mu pomagać, wiele tłumaczyć, choć jest dzieckiem niezwykle inteligentnym. Życie podporządkowaliśmy szkole, nie mamy czasu na wspólne spacery, rozmowy, relaks. W domu nauka trwa codziennie do 20.00 – 20.30, bywa, że dłużej. W rzeczywistości wielu dorosłych nie wyobraża sobie pracy przed 12 godzin dziennie, a 12-letnie dziecko jest do tego zmuszone (…). Moje dziecko nie ma czasu by czytać książki! W poprzednich latach syn był zwycięzcą i laureatem wielu konkursów tematycznych, językowych, ale przede wszystkim literackich. Doskonale pisze, ma talent literacki, teczka z jego dyplomami, w większości za miejsca pierwsze i w pierwszej trójce, liczy sobie kilkadziesiąt dokumentów. W tym roku szkolnym nie mógł wziąć udziału w żadnym konkursie – nie ma na to po prostu czasu. I nic nie zapowiada zmian (…)”.

 

Już w zeszłym roku szkolnym do RPD zgłaszali się rodzice ze skargami na nadmiar zadawanych prac domowych. Uczniowie twierdzili, że są przemęczeni, zniechęceni do zajęć szkolnych, nie mogą dostatecznie wypocząć oraz realizować i rozwijać swoich pasji.

 

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Badań Edukacyjnych wynika, że zadawanie prac domowych nie przyczynia się do wzrostu efektywności nauczania, a nadmierne obciążanie nimi dzieci może w niektórych sytuacjach skutkować spadkiem możliwości edukacyjnych uczniów.

 

Wedle przepisu art. 31 Konwencji o prawach dziecka Polska uznaje prawo dziecka do wypoczynku i czasu wolnego, do uczestniczenia w zabawach i zajęciach rekreacyjnych, stosownych do wieku dziecka, oraz do nieskrępowanego uczestniczenia w życiu kulturalnym i artystycznym, a także zobowiązuje się do przestrzegania i popierania prawa dziecka do wszechstronnego uczestnictwa w życiu kulturalnym i artystycznym oraz do sprzyjania i tworzenia właściwych i równych sposobności dla działalności kulturalnej, artystycznej, rekreacyjnej oraz w zakresie wykorzystania czasu wolnego. Tymczasem ilość zadawanych prac domowych niejednokrotnie powoduje, że dzieci i młodzież mają ograniczoną możliwość aktywnego uczestniczenia w życiu rodzinnym.

 

W sprawie nadmiaru prac domowych Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak pisał już kilkakrotnie do Ministra Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej. W kwietniu otrzymał odpowiedź od Macieja Kopcia, podsekretarza stanu w MEN, który napisał, że „Ocenianie zadań domowych przez nauczyciela może być jedną z form sprawdzania przez niego osiągnięć edukacyjnych ucznia. Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego ma obowiązek poinformować uczniów oraz ich rodziców m.in. o wymaganiach edukacyjnych oraz sposobach sprawdzania osiągnięć edukacyjnych ucznia. Wtedy również powinien poinformować o tym, w jakiej liczbie i formie będą zadawane prace domowe, jaki będą miały stopień trudności i za pomocą jakich kryteriów będą oceniane”. Wedle słów przedstawiciela MEN prace domowe uczeń powinien umieć rozwiązać samodzielnie: „Celem zadawanych uczniom prac domowych jest wspomaganie pracy dydaktycznej nauczyciela, ponieważ są one cennym sposobem utrwalenia lub sprawdzenia wiadomości zdobytych podczas zajęć lekcyjnych, pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w wyniku przeprowadzonych w szkole zajęć i jest w stanie samodzielnie zadania domowe wykonać. Spełnienie tego warunku nakłada na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których, w wyniku realizacji zajęć lekcyjnych, uczeń został przygotowany. Samodzielne wykonanie pracy domowej powinno być dla ucznia źródłem satysfakcji i motywacji do nauki. Podejmując decyzję dotyczącą liczby oraz jakości zadawanych prac domowych nauczyciel powinien brać również pod uwagę obciążenie uczniów wynikające np. z realizacji innych przedmiotów. Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. Natomiast im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna”. Brzmi całkiem nieźle, prawda? Tylko, czy taka jest rzeczywistość w polskich szkołach?

 

Rzecznik Praw Dziecka zgodził się, że szczególnie młodsi uczniowie powinni mieć sporo czasu „dla siebie”. Jeśli chodzi o starszych uczniów, potrzebne są zmiany. – Należy położyć większy nacisk na zadania w formie projektów, których celem będzie utrwalanie i wykorzystywanie zdobytej wiedzy w sposób praktyczny – dodaje Marek Michalak, podkreślając, że niezbędna jest indywidualizacja pracy z uczniem poprzez uwzględnianie jego możliwości, predyspozycji i zainteresowań.

 

RPD zaproponował szefowej MEN powołanie zespołu, z udziałem ekspertów z zakresu pedagogiki i psychologii dziecięcej, którego celem będzie opracowanie minimalnych standardów w zakresie zadawania uczniom prac domowych, w tym dopuszczalnego obciążania uczniów takim obowiązkiem oraz objęcia nadzorem pedagogicznym realizacji tego zadania przez szkoły.

 

A co na ten temat mówią sami pedagodzy?

 

Jako nauczyciel języka angielskiego i polskiego, mogę śmiało powiedzieć, że prac domowych jest zdecydowanie za dużo – przyznaje Agnieszka Osińska-Szpur. – Nie jestem zwolenniczką rozwiązywania dwudziestu stron ćwiczeń z każdego przedmiotu. Owszem, dwa lub trzy zadania dla utrwalenia materiału są wskazane, ale nie ich hurtowa ilość. W edukacji nie chodzi przecież o liczby a o efekty. A te można osiągnąć poprzez ciekawie poprowadzoną lekcję, z której dziecko wyjdzie zadowolone i przy okazji dowie się czegoś nowego. Niestety, w naszym kraju, nie wszyscy jednak są gotowi na takie podejście i zmiany systemowe. W szkole często nie wykorzystuje się multimediów, które są rewelacyjnym narzędziem, a pracuje się przy tablicy, z kredą. Warto sięgnąć po metodę projektu, jeśli już koniecznie nie chcemy zostawić ucznia bez niczego. Jest o wiele ciekawsza i bardziej inspirująca od tradycyjnych zadań domowych, pomaga w autoprezentacji, uczy kooperacji, odpowiedzialności, a przede wszystkim – zdobywania wiedzy poprzez praktykę, poszukiwanie, analizowanie, a nie bierne przepisywanie czy uzupełnianie luk.

 

Jeżeli chodzi o uczniów z naszej szkoły: ci, którzy odrabiają zadania regularnie, nie mają nawału – mówi Krystyna Kowalonek, dyrektor Zespołu Szkół Budowlano-Elektrycznych w Świdnicy. – Zresztą szkoła średnia ma dużo materiału do „przerobienia”. Uczniowie technikum obecnego mają do zdania 6 egzaminów zawodowych (min. 75%) i 5 egzaminów maturalnych (min. 30%). Jest nad czym pracować!

 

A Ty jakie masz zdanie w tej kwestii?

 

Karolina O-M

 

 

Zaciekawiło Cię to? Proszę podaj dalej!

2 thoughts on “Zadania domowe – co za dużo to niezdrowo?

  • 25 października 2017 at 07:34
    Permalink

    Moje dziecko ma masakrycznie dużo zadawane. I to już od pierwszej klasy. Siedzę z nim codziennie nad zadaniami i końca nie widać. Interweniowalismy w szkole, ale nauczycielka powiedziała tylko, że tak musi być 🙁

    Reply
  • 25 października 2017 at 10:37
    Permalink

    Uczniowie musza mieć prace domowe
    Jeszcze niedługo i w ogóle przestaną chodzić do szkoły, bo po co, jak wszystko moża w necie znaleźć

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *