„Konie w sztuce są przereklamowane”. Dorota maluje… krowy

Karton niechcianych farb od cioci wystarczył, by porzucić tradycyjne rysowanie koni i zająć się tworzeniem jaskraworóżowych, błękitnych oraz zielonych krów. Dorota Krzemińska przełamuje artystyczne schematy i udowadnia, że sztuka nie musi być śmiertelnie poważna. Jej niezwykłe, pełne humoru i pozytywnej energii obrazy wywołują uśmiech oraz zdobywają serca kolejnych miłośników nieoczywistego malarstwa.

Przez kilkanaście lat Dorota Krzemińska zajmowała się wyłącznie rysowaniem, skupiając się głównie na motywie ukochanych koni. Wszystko zmieniło się niespodziewanie za sprawą cioci, która podarowała jej karton nieużywanych farb akrylowych. Przypadkowy prezent stał się pretekstem do przełamania obaw i spróbowania sił w nowej technice. Szybko okazało się, że malowanie – w przeciwieństwie do wymagającego pełnej kontroli rysunku – daje artystce ogromne poczucie swobody, wyciszenie oraz radość ze spontanicznego prowadzenia pędzla.

– Był malutki, prosty i namalowany na kiepskiej jakości papierze – opowiada o swoim pierwszym obrazie Dorota Krzemińska. – Mimo wszystko spodobało mi się. Dzisiaj, kiedy na niego patrzę, jest mi trochę wstyd, ale oczywiście zachowałam go na pamiątkę. Kolejny obraz był już bardziej przemyślany, choć nadal daleko mu było do tego, co chciałam osiągnąć. Dopiero po wielu próbach, błędach, poprawkach i kolejnych obrazach zaczęłam rozumieć, co właściwie robię. W pewnym momencie zauważyłam, że malowanie daje mi znacznie więcej satysfakcji niż rysowanie. I bardzo mnie wycisza i uspokaja.

I tak zaczęło się od kartonu niechcianych przez ciocię farb, a skończyło na tym, że kilka lat później Dorota całkowicie porzuciła kredki i ołówki.

– Dzisiaj nie tylko nie tęsknię za rysowaniem, ale na razie zupełnie nie zapowiada się, żebym miała do niego wrócić – zapewnia.

Poszukując odmiany od popularnych w sztuce koni, artystka postanowiła namalować zwierzę mniej oczywiste, do którego od dziecka czuła ogromną sympatię. Wybór padł na krowę, jednak w bardzo nietypowej odsłonie.

– Okazało się, że konie są trochę przereklamowane, przynajmniej jeśli chodzi o sztukę. Krowa na obrazie jest już czymś mniej oczywistym, a różowa, niebieska czy zielona krowa to połączenie, którego chyba nikt się nie spodziewa – mówi. Od zawsze lubiłam robić rzeczy trochę na odwrót, inaczej niż wszyscy i niekoniecznie tak, jak „powinno się” je robić. Ta krowa była więc różowa. Tło też było różowe. Wszystko było różowe. Zaczęły pojawiać się pytania, czy namaluję kolejne krowy, w innych formatach i kolorach. Wtedy dostałam też pierwsze zamówienia i zaczęłam zdobywać obserwujących, którzy trafiali do mnie właśnie dla tych krowich obrazów.

Na płótnach Doroty Krzemińskiej próżno szukać tradycyjnych, łaciatych czy brązowych umaszczeń. Zamiast tego pojawiają się zwierzęta w odcieniach intensywnego różu, zieleni czy błękitu. W swoich pracach malarka nie szuka na siłę głębokiej czy skomplikowanej symboliki. Głównym celem jej twórczości jest przełamywanie schematów, oryginalność oraz wywoływanie szczerego uśmiechu i zaskoczenia u każdego, kto patrzy na jej obrazy.

Choć krowa to niezwykle rzadki motyw w historii sztuki, twórczość polskiej malarki udowadnia, jak ogromny potencjał estetyczny i emocjonalny kryje się w tych zwierzętach. W światowym malarstwie jednym z niewielu znanych przykładów wykorzystania tego motywu jest kultowa „Żółta krowa” Franza Marca – wybitnego niemieckiego ekspresjonisty, który od 1907 roku poświęcił się niemal bez reszty uwiecznianiu świata zwierząt. Na jego płótnie energetyczne, żółte zwierzę radośnie i z wyraźną satysfakcją skacze pośród drzew, stając się czymś znacznie więcej niż tylko przejawem zachwytu nad naturą. Wielu znawców sztuki interpretuje ten obraz jako nietypowy portret ślubny. Krowa na pierwszym planie symbolizuje żonę artysty, Marię Franck, co w tym ujęciu nie ma w sobie nic z obelgi – jest wręcz przeciwnie, stanowiąc pełen zachwytu hołd dla kobiecości. Sam Marc również ukazał się na obrazie pod postacią niebieskich gór w tle, symbolizujących męskość, duchowość i intelekt. Współczesne prace polskiej artystki wpisują się w tę rzadką tradycję, pokazując – wzorem niemieckiego mistrza – że krowa na płótnie może stać się nośnikiem głębokich symboli, emocji i artystycznej świeżości.

Aby zachować właśnie tę świeżość i uniknąć rutyny – jak sama żartuje, by od ciągłego malowania krów nie zacząć w końcu sama muczeć – malarka od czasu do czasu robi sobie przerwy od głównego tematu. Wtedy na jej płótnach pojawiają się malowane z wielką przyjemnością kury oraz barwne koguty, które również zyskały pokaźne grono wielbicieli. Po takich artystycznych odskoczniach z nową energią wraca do tworzenia kolejnych barwnych krów, dążąc do tego, by jej sztuka niosła wyłącznie dobrą energię.

– Moje krowy nie mają jakiejś ukrytej, głębokiej symboliki. Po prostu bardzo je lubię i lubię je malować. Cała reszta wynika z tego, że od zawsze ciągnęło mnie do robienia rzeczy trochę inaczej niż wszyscy. Lubię oryginalność, nietypowe pomysły i mocne kolory, dlatego naturalne umaszczenie krów jakoś nigdy szczególnie mnie nie interesowało w malarstwie, choć czasem dla odmiany zdarzy się namalowanie czegoś „normalnego”, ale to u mnie niezbyt częste. Brązowa, czarna czy łaciata krowa jest oczywiście piękna, ale jeśli już mam coś namalować, to dlaczego nie zrobić jej różowej, niebieskiej albo zielonej? Czy ktoś kiedyś widział różową krowę? Pewnie nie. To może zobaczyć ją na moich obrazach. Chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie próbuję na siłę nadawać swoim obrazom wielkich znaczeń. Chcę po prostu tworzyć rzeczy, które są trochę inne, przyciągają wzrok i sprawiają, że ktoś się uśmiechnie i poczuje się zaskoczony – podsumowuje Dorota Krzemińska.

A jej prace można podziwiać m.in. TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *