Zwolnili ją z pracy i tak zaczęła się jej kariera

Utrata stabilnego zatrudnienia dla wielu osób brzmi jak najgorszy scenariusz, jednak w historii Lucyny Cwiach stała się ona początkiem czegoś absolutnie niezwykłego. Gdy jej dotychczasowe stanowisko w korporacji zostało zlikwidowane, zamiast strachu poczuła ulgę i ekscytację. Dziś jest uznaną rysowniczką, ekspertką od myślenia wizualnego i współtwórczynią głośnych projektów, która udowadnia, że warto wydeptywać własne, niezależne ścieżki.

Przez całe lata życie zawodowe Lucyny było związane z pracą w korporacji, gdzie uczyła się biznesowych realiów, prowadziła szkolenia i rozwijała kompetencje miękkie. I w pewnym momencie została zwolniona. Za co?

– Formalnie dlatego, że moje stanowisko zostało zlikwidowane w ramach reorganizacji firmy, ale nie skupiajmy się na szczegółach. Nie było w tym żadnego spektakularnego konfliktu. Dziś patrzę na tamtą sytuację z wdzięcznością. Czasem życie zamyka za nami drzwi, na które same nie miałybyśmy odwagi nacisnąć. Dokładnie tak było w moim przypadku. To był przełomowy moment… – mówi „Lucy”. – Utrata etatu była impulsem, który zamienił marzenie w konkretną decyzję. Uznałam, że skoro i tak muszę zacząć od nowa, zrobię to na własnych zasadach.

Co myślała zaraz po skończeniu kariery w korpo? Żal? Smutek? Strach o przyszłość?

– Wbrew pozorom nie czułam żadnej z tych emocji. Towarzyszyły mi raczej ulga, radość, poczucie lekkości i ekscytacja – trochę jak przed podróżą w nieznane. Zrozumiałam, że przede mną otwiera się przestrzeń, w której mogę wykorzystać swoje mocne strony w bardziej autentyczny sposób. Dziś wiem, że odwaga nie polega na braku lęku, lecz na działaniu mimo niego – tłumaczy Lucyna znana w internecie jako #rysującaręka.

Utrata stałej pracy stała się więc bezpośrednim impulsem do przekucia dawnych marzeń w realne działania i otwarcia firmy na własnych, autorskich zasadach. Ogromne oparcie w tamtym stresującym momencie dała jej rodzina, a w szczególności mąż, który pomagał jej odnaleźć się w gąszczu formalności, podatków i księgowości.

Od rysowania „do szuflady” do graphic recordingu

Rysunek towarzyszył Lucynie od najmłodszych lat, jednak przez długi czas brakowało jej śmiałości, by pokazywać swoje prace światu. Przez lata jej szkice lądowały głównie na marginesach prywatnych notatek lub w szufladzie. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy odkryła graphic recording oraz myślenie wizualne. Zrozumiała wtedy, że proste symbole mogą stać się potężnym narzędziem komunikacji i edukacji w świecie biznesu.

Na co dzień Lucy zajmuje się myśleniem wizualnym i pomaga ludziom oraz organizacjom lepiej przekazywać nawet najbardziej skomplikowane idee za pomocą czytelnych obrazów i ikon. Tworzy na żywo wielkoformatowe, rysunkowe zapisy konferencji, warsztatów oraz spotkań biznesowych. Prowadzi również autorskie szkolenia, na których uczy innych, jak wykorzystywać rysunek do szybszej nauki i porządkowania wiedzy.

Do swojej pracy używa głównie markerów oraz wielkich arkuszy papieru. Jak sama przekonuje, do skutecznej komunikacji wizualnej wcale nie potrzeba wielkiego talentu artystycznego – kluczem jest struktura, proste kształty i śmiałość do działania.

Sukces ukryty w relacjach i kobiecej solidarności

Rozgłos i uznanie, jakim cieszy się dzisiaj Lucyna, nie pojawiły się z dnia na dzień. To owoc długofalowej, konsekwentnej pracy i zasady, że „ludzie polecają ludzi”. W budowaniu nowej kariery kluczowe okazało się wsparcie środowisk kobiecych.

– Bardzo wierzę w zasadę, że ludzie polecają ludzi. Każde dobrze wykonane zlecenie otwiera drzwi do następnego – mówi Lucyna Cwiach.

Jej pierwsza oficjalna wystawa zatytułowana „Buntowniczki” ujrzała światło dzienne w Centrum Kultury Nowy Pafawag dzięki osiedlowej grupie artystycznej „Pauza”. Kolejne kroki potoczyły się błyskawicznie – prezentacja prac na Dolnośląskim Kongresie Kobiet, pierwsze zlecenia dla Strajku Kobiet oraz przełomowe spotkania w Brukseli. Dzięki niemu powstał projekt #SzlakDolnoślązaczek, który honoruje wybitne kobiety z regionu.

– Tam poznałam Magdę Dyderską, dzięki której trafiłam do Fundacji na Rzecz Równości i poznałam Wiolę Samborską. To właśnie takie spotkania i relacje prowadziły mnie do kolejnych projektów. Myślę, że nasz projekt #SzlakDolnoślązaczek zyskuje rozgłos również dlatego, że wypełnia ważną lukę w opowieści o historii regionu. Pokazuje kobiety, które przez lata pozostawały niewidoczne lub niedocenione, mimo że miały ogromny wpływ na rozwój Dolnego Śląska – opowiada Lucy.

Małymi krokami ku właściwej drodze

Historia Lucyny to piękny dowód na to, że sukces rodzi się z małych, codziennych decyzji, a nie jednego, spektakularnego wydarzenia. Przez lata uczyła się, rysowała na boku i budowała relacje, aż poboczna ścieżka stała się jej główną drogą życiową.

– Myślę, że często oczekujemy od siebie wielkich decyzji, natychmiastowych efektów i spektakularnych sukcesów. Tymczasem najważniejsze jest po prostu iść – konsekwentnie, w swoim tempie i we własnym kierunku. Nie trzeba od razu widzieć całej drogi. Wystarczy zrobić kolejny krok – mówi. – A pewność siebie przychodzi nie przed działaniem, lecz dzięki niemu. Rysuję Buntowniczki i Dolnoślązaczki, a teraz czuję, że powoli sama staję się jedną z nich – podsumowuje artystka.

Fot. Grzegorz Rajter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *