Wdowa „po tej stronie” – rozmowa z Anitą Odachowską
Jeśli wdowa zrobi delikatny makijaż, zarzuca jej się, że już o mężu zapomniała, jeśli ułoży sobie z kimś życie, traktuje się to niemal jak zdradę zmarłego męża. Społeczeństwo oburza się na powrót wdowy do kolorowych ubrań… Anita Odachowska w rozmowie z Karoliną Osińską-Marcińczyk opowiada o tym, jak to jest żyć po samobójczej śmierci męża i o tym, jak pomaga kobietom w podobnej sytuacji. Od lat prowadzi grupę wsparcia dla wdów, napisała książkę „Być młodą wdową”, prowadzi stowarzyszenie pomagające kobietom w kryzysie i podkast „Po tej stronie”, a także pracuje jako wolontariuszka Fundacji „Życie warte jest rozmowy”.
Ponad dekadę temu Twój świat zawalił się. Twój mąż popełnił samobójstwo. To po latach sprawiło, że założyłaś grupę wsparcia dla wdów, napisałaś książkę, stworzyłaś podkast. Czy to znaczy, że żałoba już za Tobą?
Żałoba nie jest liniowym procesem, który zamykasz za sobą jak drzwi. Profesor Margaret S. Stroebe mówi o procesie podwójnego radzenia sobie ze stratą – z jednej strony koncentrujemy się na emocjach, z drugiej próbujemy od nowa poukładać sobie świat. U mnie ten drugi proces zaowocował działaniem – założeniem grupy „Być młodą wdową”, książką czy w końcu przejęciem stowarzyszenia. Mówi się, że zmarli są z nami do końca życia, ale nie mogą go dominować. Ja nie prowadzę już z mężem wewnętrznych dialogów, a wspomnienia częściej wywołują we mnie uśmiech niż łzy, ale to nie znaczy, że „odhaczyłam” żałobę. Po prostu nauczyłam się wplatać ją w moje „nowe” życie i – co najważniejsze – nadawać tej trudnej historii sens poprzez pomoc innym.
Jaki wspólny mianownik łączy kobiety, których partnerzy odebrali sobie życie? Co je różni od wdów po chorobach czy wypadkach?
Największym wspólnym mianownikiem jest trudne do zrzucenia poczucie winy. Śmierć w wyniku samobójstwa partnera (i nie tylko) wiąże się często ze zmaganiami z jego chorobą psychiczną lub nałogiem, w którym na co dzień mu towarzyszyły. Kiedy dochodzi do najgorszego, wdowa zostaje z dręczącymi pytaniami: „co przeoczyłam?”, „czy mogłam zrobić więcej?”. Dodatkowym, miażdżącym ciężarem jest stygmatyzacja ze strony części rodziny czy społeczeństwa. Często te kobiety słyszą krzywdzące zarzuty – nawet ze strony najbliższych męża – obwiniające je o jego śmierć. To wszystko sprawia, że żałoba po śmierci samobójczej jest nierzadko rodzajem żałoby pozbawionej praw, o której się milczy.
W jaki sposób podkast „Po tej stronie” zmienia świadomość osób, które same nie doświadczyły straty, ale chcą być lepszymi wspierającymi?
W podcaście rozmawiam o najtrudniejszych, tabuizowanych sprawach – o śmierci, traumie, kryzysach psychicznych, samobójstwach. Wyciągam je na światło dzienne, by zdjąć z nich odium milczenia. Zapraszam specjalistów, ale oddaję też głos ludziom takim jak my, po ciężkich przejściach. Osobom bez doświadczenia straty podcast daje po prostu instrukcję obsługi osób w różnych kryzysach. Słuchając tych historii, uczą się, że wspieranie nie polega na rzucaniu haseł „musisz być silna”, ale na cichej obecności. Pozwala im zrozumieć, że w tej sytuacji po prostu „być”, często jest ważniejsze niż cokolwiek powiedzieć.
Z jakimi stereotypami najczęściej muszą walczyć młode wdowy w Polsce?
Z tym że stają się nagle „własnością społeczną” – nieustannie ocenianą na każdym kroku. Główny stereotyp dotyczy tego, jak młoda wdowa powinna wyglądać i jak szybko wolno jej wrócić do normalności. Jeśli zrobi delikatny makijaż, zarzuca jej się, że już o mężu zapomniała, jeśli ułoży sobie z kimś życie, traktuje się to niemal jak zdradę zmarłego męża. Oczekuje się od niej skrajnej, widocznej rozpaczy (tzw. tradycyjnego stylu żałoby), a jeśli tego nie okazuje, co często wiąże się z tym, że musi „ogarniać” dzieci, pracę i codzienność, otoczenie potrafi uznać jej żałobę za „niewystarczającą”.
Społeczeństwo podświadomie oczekuje od wdowy czerni, płaczu i wycofania. Jak reagują ludzie, gdy widzą młodą wdowę, która chce żyć, rozwijać się i dobrze wyglądać?
Reakcje potrafią być bezlitosne i pokazują to liczne historie dziewczyn z mojej grupy. Otoczenie rzuca teksty w stylu: „dobrze wyglądasz, schudłaś” (kiedy ona po prostu nie może jeść od śmierci) albo oburza się na powrót wdowy do kolorowych ubrań. Zamiast współczucia, kobiety spotykają się ze zdziwieniem, a nawet jawną krytyką. Jak mówią dziewczyny – nie założysz makijażu, to źle, weźmiesz się w garść i ruszysz dalej – jeszcze gorzej. Zjawisko tzw. żałoby pozbawionej praw jest tu bardzo wyraźne. Społeczeństwu wciąż najtrudniej zaakceptować styl radzenia sobie ukierunkowany na zadania i odbudowę, który jest u młodych wdów naturalnym mechanizmem przetrwania.
Śmierć samobójcza wciąż jest w Polsce ogromnym tabu. Jak to milczenie wokół tematu wpływa na proces zdrowienia kobiety?
Niezwykle go utrudnia i blokuje. To milczenie jest podszyte lękiem i wstydem, a na kobietę często zrzucany jest ciężar poczucia winy z zewnątrz. Kiedy kobieta nie może jawnie wypowiedzieć, w jaki sposób straciła męża, zmuszona jest do życia w zawieszeniu, często operując półprawdami (np. tłumacząc to „chorobą”, tak jak ja, co nie oddaje pełni jej dramatu). To prowadzi do głębokiego osamotnienia. Zamiast budować wokół siebie wspierającą wioskę, taka kobieta alienuje się w strachu przed oskarżycielskim szeptem.
Czego absolutnie nie wolno mówić kobiecie, która właśnie straciła męża?
Najgorsze, co można powiedzieć, to: „musisz być silna”. W pierwszych tygodniach nie mamy już żadnej siły. Nie powinno się też mówić: „wiem, co czujesz”, bo żałoba każdego człowieka jest inna. Nie radźmy również, by przestała płakać albo – co jest szczytem braku empatii – że „jest jeszcze młoda, to sobie kogoś znajdzie”. Nie narzucajmy własnej narracji na to doświadczenie.
A zdanie: „Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować” – czy z perspektywy wdowy jest ono zupełnie bezużyteczne?
Tak, bardzo często jest puste, bo ciężar zainicjowania kontaktu leży wtedy po stronie cierpiącej osoby. A wdowa w pierwszych tygodniach często nie jest w stanie sformułować myśli, nie mówiąc o poproszeniu o pomoc. Znacznie lepsze są konkretne propozycje, np. „dziś o 15:00 wpadnę z ugotowanym obiadem, nie musisz sprzątać” albo „w środę zabieram twoje dzieci na plac zabaw, ty sobie odetchnij’.
Jakie komunikaty i gesty ze strony przyjaciół są realnym, kojącym wsparciem w pierwszych tygodniach żałoby?
Najważniejsza jest cicha obecność i nienachalna pomoc w codziennych, praktycznych sprawach. Prawdziwi przyjaciele to ci, którzy nie znikają, nie boją się twojego milczenia czy łez i po prostu są obok. Realne wsparcie to zakupy, ogarnięcie urzędowych papierów, odbiór dzieci ze szkoły. To komunikat: „nie musisz się teraz niczym martwić, ja przejmuję stery, a ty odpoczywaj i płacz, jeśli masz na to ochotę”.
Co bliscy powinni po prostu przemilczeć, zamiast silić się na nienaturalne pocieszanie?
Warto też powstrzymać potrzebę natychmiastowego komentowania i szukania powodów tego, co się stało. Powstrzymajmy porady typu „nie rozklejaj się, bo dzieci to widzą” czy próby minimalizowania straty. Warto czasem pozwolić po prostu na wspólne bycie i milczenie.
Czy w naszym społeczeństwie istnieje coś takiego jak „savoir-vivre żałoby”? Jak mądrze pytać o samopoczucie, by nie ranić?
Savoir-vivre’u z prawdziwego zdarzenia wciąż nam w tej kwestii brakuje, wciąż opieramy się na starych stereotypach nakazujących żałobnikowi konkretne ramy czasowe i zachowania. Żeby mądrze pytać, trzeba wyzbyć się oczekiwań co do usłyszanej odpowiedzi. Zamiast „jak się dziś trzymasz?”, co w domyśle sugeruje, by się trzymać, lepiej powiedzieć: „myślę o tobie, chcę cię tylko wysłuchać, nawet jeśli chcesz pomilczeć”. Należy być gotowym na trudne emocje i ich nie oceniać.
Jak reagować, gdy młoda wdowa po pewnym czasie decyduje się na wejście w nowy związek? Z jakim ostracyzmem ze strony rodziny zmarłego partnera się wtedy mierzy?
Pojawienie się nowego związku często traktowane jest przez otoczenie jako niewybaczalny błąd. Dziewczyny w mojej grupie opisują, jak rodziny zmarłego (a czasem i ich własne) robią im wyrzuty z powodu wejścia w nowe relacje, obgadując je i kwestionując ich wcześniejsze uczucia do męża. Powinniśmy po prostu cieszyć się, że ktoś chce znowu chwycić życie za rogi, docenić, że ma na to odwagę i odnalazł powód do uśmiechu. Zresztą, kto tu w ogóle ustala zasady, ile czasu powinno minąć? Każda wdowa wie najlepiej, na co jest gotowa. I uwierz mi, żadna nie wchodzi w nowy związek na siłę ani kiedy nie jest na to gotowa.
Czy polski system opieki psychiatrycznej i psychologicznej jest przygotowany na niesienie pomocy osobom dotkniętym nagłą żałobą samobójczą? Gdzie są największe luki?
Jeśli spojrzymy wyłącznie na państwowy system opieki zdrowotnej, to niestety braki są kolosalne – chociażby z powodu dramatycznie długiego czasu oczekiwania na pomoc czy niedofinansowania. Kobieta po tak wstrząsającej traumie często zderza się z murem. Nie mogę jednak powiedzieć, że tej pomocy nie ma w ogóle, ponieważ w te systemowe luki wkracza sektor organizacji pozarządowych. Sama jako wolontariuszka współpracuję z Fundacją „Życie warte jest rozmowy”, która wykonuje w tej dziedzinie tytaniczną pracę. To właśnie tam bliscy ofiar samobójstw mogą znaleźć bezpłatne, specjalistyczne wsparcie i pomoc z zakresu tzw. postwencji. Fundacja daje przestrzeń, darmowe materiały i konsultacje dla osób, które mierzą się z niewyobrażalnym bólem i obezwładniającym poczuciem winy po stracie. System państwowy wciąż raczkuje, ale na szczęście są miejsca takie jak to, w których nikt nie zostaje z tą tragedią sam.
Jak radzić sobie z dziećmi w takiej sytuacji? Jak młoda matka ma odpowiedzieć dziecku na pytanie: „Dlaczego tata sam odszedł”?
Trzeba dopasować język do etapu rozwoju dziecka, ale absolutnie nie wolno okłamywać i unikać tematu. Dziecko w wieku wczesnoszkolnym powoli rozumie przyczynę i skutek. Specjaliści radzą, by tłumaczyć, że zły stan taty był wynikiem ciężkiej choroby głowy (np. depresji), tak jak inni umierają na choroby serca. Dzieci przeżywają tzw. podwójną stratę – najpierw tracą ojca, a potem obserwują pogrążoną w smutku matkę. Odpowiedzi powinny być krótkie i szczere, ale najważniejsze to dawać im dużo poczucia bezpieczeństwa, ponieważ na nich też ciąży ta trauma i same doświadczają nieraz nocnych lęków z obawy o drugiego rodzica.
Z jakimi problemami natury czysto urzędowej i finansowej zderzają się młode kobiety, gdy nagle zabraknie partnera?
To bywa brutalne przebudzenie. Młode kobiety często mierzą się z nieuregulowanymi prawami własności, przejęciem wszystkich opłat oraz – jeśli mąż prowadził np. własną działalność lub nie przewidział zabezpieczenia w postaci ubezpieczenia na życie – brakiem bieżących środków do życia. Śmierć samobójcza często odcina możliwość uzyskania wsparcia od firm ubezpieczeniowych w pierwszych latach trwania polisy. Te kobiety nagle muszą udźwignąć całkowity ciężar finansowy rodziny i przebrnąć przez sądowe procesy majątkowe. Dla wielu to jest ciężar, który wydaje się ponad ich siły. Wiem, bo sama byłam jedną z nich. Ale jak widać – można nie tylko ten ciężar udźwignąć, ale i zmienić całe to traumatyczne przeżycie w coś bardzo konstruktywnego i pomagającego innym.
Jakiej formy wsparcia od państwa lub instytucji lokalnych najbardziej brakuje młodym wdowom w pierwszych miesiącach po tragedii?
Brakuje przede wszystkim wsparcia „asystenta interwencyjnego” – osoby, która realnie pomoże przejść przez najpilniejsze kroki urzędowe, o których pogrążona w traumie wdowa nawet nie jest w stanie pomyśleć. To nie powinny być suche strony z przepisami, ale ludzkie wsparcie w zorganizowaniu pomocy psychologicznej dla matki i wsparcia dla dzieci, a także pomoc w pierwszej fazie po stracie środków finansowych na utrzymanie. Ale tutaj mogę wrzucić mały spoiler, że moje stowarzyszenie już nad czymś takim pracuje…
Chcesz to zmienić… Jakie są najważniejsze cele krótko- i długoterminowe nowo założonego Stowarzyszenia „Po tej stronie”?
Naszym celem jest holistyczne wsparcie osób w żałobie i nagłych kryzysach życiowych, a także edukacja o zdrowiu psychicznym. Nasze plany właśnie teraz nabierają bardzo realnych kształtów – dosłownie dzisiaj stowarzyszenie wygrało grant w ramach Akademii BIZnES Class! Dzięki temu przechodzimy ogromną transformację modelu działania. Krótkoterminowo chcemy skomercjalizować naszą wiedzę – będziemy prowadzić wysokospecjalistyczne szkolenia dla biznesu, dla menadżerów i działów HR, pokazując, jak mądrze wspierać pracownika w kryzysie domowym (np. po nagłej stracie). Długofalowo zależy nam na tym, by zyski ze współpracy z biznesem w stu procentach reinwestować w innowacyjne, ale przede wszystkim całkowicie bezpłatne formy pomocy dla osób w żałobie. Nagła strata często oznacza drastyczny spadek statusu materialnego. Dlatego budujemy hybrydowy model finansowania, dzięki któremu nasza pomoc dla ludzi dotkniętych tragedią będzie mogła rozwijać się i zawsze pozostanie darmowa.
Gdybyś miała wskazać jedną, najważniejszą lekcję, jaką wyciągnęłaś z setek godzin rozmów z wdowami, co by to było?
To, że nie ma jednej, „poprawnej” żałoby i że z tego ogromnego, często wręcz obezwładniającego dna naprawdę da się podnieść i ułożyć sobie życie na nowo. Niezależnie od tego, przez jak ogromne ciemności przechodzimy, przychodzi w końcu moment, gdy można znowu poczuć radość.
Na koniec: jakie jest najważniejsze przesłanie Twojej książki i działalności, które chciałabyś, aby wyryło się w sercu każdej kobiety słuchającej Twojego podkastu?
Każda kobieta (i nie tylko kobieta) ma prawo przeżywać stratę na swój własny sposób i we własnym tempie. Żadne społeczne stereotypy czy oczekiwania nie mają prawa dyktować jej, jak ma nosić swój ból, jak ma wyglądać i kiedy ma prawo znowu zacząć żyć. Ma pełne prawo walczyć o swoje szczęście w tym „nowym”, nieplanowanym przecież przez siebie życiu.
Dziękuję za rozmowę.

