Suszy krew menstruacyjną i nosi ją przy sobie. Pokazała to na Facebooku
Sylwia Natalia zszokowała użytkowników Facebooka publikując filmik, na którym sproszkowuje swoją krew miesiączkową. Dlaczego i po co to zrobiła?
– Proszek z krwi menstruacyjnej to mój dar, mój nośnik modlitw – tłumaczy Sylwia Natalia. – Najpierw przykładam trochę do serca i składam ziemi, łączy mnie to z nią, daje prowadzenie, gdy ja coś daję ziemi, a nie tylko biorę, równowaga jest zachowana, moje życie jest pełne, a ja jestem zdrowa i szczęśliwa.
Kobieta mówi, że w młodości nie uznawała kobiecości.
– Myślałam, że baby są głupie, a ja będę jedyną chociaż trochę lepszą, bo męską. Bardzo zużywałam swoje ciało przez sport i destrukcyjne zachowania. Gdy dostałam pierwszej menstruacji, to był ogromy ból… jako trzynastolatka wręcz mdlałam z bólu. Tata bardzo mnie za to ganił, że przecież to normalne, że każda kobieta tak ma. Mama woziła po lekarzach, każdy mówił, że taka moja uroda, później dostawałam antykoncepcję, by było łagodniej. Tyłam, miałam stany depresyjne i nie było w tym nic dobrego, problemy z hormonami – niekończąca się opowieść. Gdy dorosłam, zmieniłam dietę, odstawiłam wszystkie leki i zaczęłam żyć naturalnie. Większość problemów znikło, ale bóle miesiączkowe dalej były bardzo intensywne. Szukałam… aż w końcu zaczęłam pracować ze swoją kobiecością, z pełną akceptacją siebie, z uznaniem schematów w mojej rodzinie, w linii żeńskiej i przekonań, które niósł mój rod.
Zrozumiała wtedy, że wcześniej chciała być zawsze gotowa i w działaniu.
– Gdy zaczęłam robić przestrzeń na wszystkie fazy, wiele rzeczy zaczęło się prostować, gdy uznałam swoją krew, pokochałam ją, zaczęłam czuć ciekawość, badać ją, eksperymentować, honorować, celebrować i składać do Ziemi. Bardzo kocham Matkę Ziemię, mam do niej dużo szacunku, uznania i wdzięczności, kocham ją obserwować, zgłębiając dalej tradycje dawne wierzenia prowadzenia serca i nauczycieli. Najpierw po prostu ceremonialnie oddawałam krew do ziemi, z honorem dziękując za dar kreacji i dar życia, później zaczęłam także suszyć krew i właśnie mieć ją przy sobie, modlić się nią, składać do Ziemi, wody, prosząc przestrzeń, nowo odwiedzane miejsca o ugoszczenie mnie, dziękując – opowiada.
Sylwia Natalia nosi przy sobie proszek menstruacyjny w małym słoiczku.
– Wiesz, tworzymy ołtarze Matki Ziemi z jej darów, z kwiatów, kamieni, a nie dajemy nic od siebie – mówi mi. – Ja zaczęłam dawać, w moim życiu zaczęły dziać się cuda, czuję spokój, prowadzenie, moje bóle ustąpiły, a odczucia z ciała są sygnałami, czuję harmonię i mam szacunek do każdego miejsca w którym jestem, do każdej istoty do połączenia które mnie prowadzi.
Jak tłumaczy, w swoich działaniach kieruje się mądrościami swoich nauczycieli z Ameryki Południowej, ale czerpie też z mądrości słowiańskiej.
Opublikowany na profilu Droga.do.korzeni filmik został już wyświetlony ponad 200 tys. razy i wywołał wiele negatywnych komentarzy. Sylwia Natalia się tym nie przejmuje.

