Pierwsze kadry Waszego cudu. Jak bezstresowo urządzić noworodkową sesję fotograficzną?

Pierwsze tygodnie życia dziecka uciekają przez palce w zawrotnym tempie, odmierzanym kolejnymi drzemkami, karmieniami i nieprzespanymi nocami. Nic dziwnego, że chcemy te ulotne momenty zatrzymać na dłużej. Noworodkowa sesja fotograficzna to przepiękna pamiątka, ale na samą myśl o jej organizacji młodym rodzicom potrafi skoczyć ciśnienie. Jak się do niej przygotować, żeby zamiast traumy wspominać ją z uśmiechem?

W fotografii noworodkowej istnieje tzw. „złote okno”, które przypada na pierwsze 5 do 14 dni życia maluszka. Dlaczego właśnie wtedy? Noworodki w tym wieku przesypiają większość dnia i bardzo trudno je wybudzić, co ułatwia ich bezpieczne układanie. Maluchy naturalnie pamiętają jeszcze pozycje z brzucha mamy – lubią być ciasno owinięte i skulone. Zazwyczaj udaje się wtedy wyprzedzić trądzik niemowlęcy czy ewentualne odparzenia.

Jeśli z jakichś powodów (np. gorszego samopoczucia po porodzie) przegapicie ten moment – bez paniki! Sesje „starszych noworodków” (ok. 3-4 tygodnia) są równie piękne.

Zanim zarezerwujecie termin, zastanówcie się, jaki styl bardziej do Was przemawia. Klasyczna sesja studyjna (pozycjonowana) to kadry z użyciem uroczych koszyków, owijaczy, czapeczek i profesjonalnego tła. Fotograf ma idealnie kontrolowane warunki (światło, temperaturę) i całą masę rekwizytów. Domowa sesja lifestylowa wygląda tak, że fotograf przyjeżdża do Was i uwiecznia Waszą codzienność: karmienie w fotelu, przytulanie na łóżku w sypialni, bliskość i naturalne emocje. Plusy są takie, że to maksymalny komfort. Wszystko macie pod ręką, a w razie „wpadki pieluszkowej” po prostu zmieniacie ubranie w swojej łazience. Minusy z kolei – trzeba chociaż minimalnie ogarnąć mieszkanie, co w połogu bywa wyzwaniem (choć dobry fotograf potrafi kadrować tak, by ominąć stertę prania!).

Niezależnie od wybranego miejsca, o powodzeniu akcji decyduje stan ducha (i brzuszka) głównego modela. O co warto zadbać?

– Nawet jeśli maluszek był właśnie karmiony, warto mieć ze sobą zapas mleczka. Podczas sesji emocje, ciepło i zmiana otoczenia często sprawiają, że maluch szybciej robi się głodny i z chęcią zjada dodatkową porcję – tłumaczy fotografka Karolina Pacek (Karolinowo). – Najedzony bobas to spokojniejszy sen, a to oznacza więcej czasu na uchwycenie tych najpiękniejszych, delikatnych kadrów. Dlatego do torby na sesję zawsze warto spakować odrobinę mleczka „na wszelki wypadek”. To mały szczegół, który potrafi naprawdę ułatwić cały przebieg spotkania.

Maluszek podczas sesji często jest rozbierany lub owijany w cienkie tkaniny. Jeśli sesja odbywa się w domu, podkręćcie termostat do około 24-26°C. Fotograf w studiu zazwyczaj ma dogrzewacze. Wy się spocicie, ale dziecko będzie szczęśliwe.

Ubierzcie bobasa w coś, co rozpina się z przodu na całej długości i nie wymaga przekładania przez głowę. Chodzi o to, by rozebrać śpiące dzieciątko bez fundowania mu pobudki życia.

Ważny jest spokój rodziców. Dzieci jak gąbka chłoną emocje. Jeśli Wy będziecie spięci i zdenerwowani, maluch natychmiast zacznie płakać. Odpuśćcie perfekcję.

Co przygotować? Dla dziecka zabierzcie standardową torbę (pieluszki, chusteczki, podkłady), kocyk i ewentualnie smoczek. A co z Wami? Jeśli planujecie wspólne ujęcia (a gorąco do tego zachęcamy!), postawcie na neutralne, stonowane kolory (beże, biele, szarości, pastele) bez wielkich napisów i krzykliwych wzorów. Gładki t-shirt, lniana koszula czy muślinowa sukienka sprawdzą się genialnie. I najważniejsze: weźcie ubrania na zmianę dla siebie. Noworodki bezbłędnie wyczuwają moment, w którym rodzic zakłada czystą koszulę, by zafundować mu na niej fontannę z siuśków lub ulanego mleka. To urok tego wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *