Dziecko mówi, że chce zmienić płeć? Aktywistka radzi: nie wpadaj w panikę
Gdy jej córka zakomunikowała, że czuje się chłopcem, Judyta (imię zmienione – przyp. red.) początkowo przeraziła się. Wcześniej obojętne jej było zjawisko niezgodności płciowej. Teraz jest aktywistką, która walczy z tranzycją młodych ludzi w internecie i poza nim. Jej wlepki pojawiły się w wielu miejscach w całej Polsce. W szczerej rozmowie z Karoliną Osińską-Marcińczyk opowiada o swojej – również wewnętrznej – walce.
W którym momencie i w jakich okolicznościach dowiedziałaś się, że Twoja córka utożsamia się z płcią męską?
Zauważyłam to kiedy weszła w okres dojrzewania, zaczęła nabierać kobiecych kształtów i nie umiała pogodzić się z nadchodzącą stratą beztroskiego dzieciństwa. Miała wtedy około 11 lat. Dodam tylko, że wtedy córka przez jakiś czas nie chciała deklarować żadnej płci, ale pod wpływem oczekiwań społeczeństwa szybko wybrała swoim zdaniem „mniejsze zło” i zaczęła udawać chłopca, bo ludziom łatwiej jest zaakceptować chłopca, niż kogoś o nieokreślonym zaimku „ono”.
Jak wyglądała Twoja pierwsza reakcja jako matki?
Zareagowałam paniką i niedowierzaniem, że moja inteligentna córka uwierzyła w coś tak nieracjonalnego, jak „bycie chłopcem w ciele dziewczyny”.
Od „zawsze” byłaś przeciwna medycznej i społecznej tranzycji, czy to przekonanie budowało się pod wpływem konkretnych doświadczeń lub lektur?
Przed historią mojej córki tranzycja medyczna i społeczna były mi całkowicie obojętne. Przeciwna stałam się dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam, że to zjawisko realnie zagraża bezpieczeństwu mojego dziecka. Zradykalizowałam się pod wpływem obserwacji jak silne jest lobby tranzycyjne w Polsce, jak wielki wpływ ma na treści pokazywane mediach głównego nurtu, a także wytyczne dla psychologów, psychiatrów i seksuologów. Osobiście byłam świadkiem licznych zachęt do pójścia drogą tranzycji ze strony osób zaufania publicznego (terapeutów, psychiatrów) opiekujących się córką, m. in. do zażywania blokerów dojrzewania. Niektórzy z nich już na wizytach nazywali ją chłopcem, niektórzy starali się odseparować ją od rodziców, żeby przejąć kontrolę nad jej decyzjami. Ona miała depresję i byliśmy zmuszeni korzystać z porad specjalistów, żeby ratować jej życie, a oni, wykorzystując swój autorytet i naszą pozycję przyparcia do muru, wdrażali córce proces tranzycji. Przez to dość często zmieniałam córce specjalistów, żeby trafić w końcu na takiego, który zaopiekuje się dzieckiem bez ingerencji w tożsamość płciową. Pozostanie na lodzie bez stałej kontroli psychiatry było bardzo niebezpieczne dla kogoś w depresji. Wymagało to od nas, rodziców, ogromnej odwagi i determinacji. Rozmowy z kolejnymi specjalistami starałam się opisywać na bieżąco na moim blogu. Zrobiłam też odpowiednie wpisy na platformie Znany Lekarz, żeby opisać przebieg wizyt. Specjaliści Ci po moim wpisie usunęli swoje konta na Znany Lekarz. Paradoksalnie, pod wpływem lektur „anty-trans” nie zradykalizowałam się, tylko uspokoiłam. Świadomość, że nie jestem sama, sprawiło mi poczucie ogromnej ulgi. Gdybym nie spotkała w Internecie pewnych osób, które poleciły mi odpowiednie podcasty, stowarzyszenia i książki do przeczytania, to nie poradziłaby sobie. Do czasu spotkania się ze środowiskiem tak zwanym TERF, a otoczona doskonale zorganizowaną machiną LGBTQIA+, która osaczała moją rodzinę jak pajęczyna, czułam, że jestem bliska poddania się i moje życie jest zagrożone. Czasami rozpacz była tak wielka, że nie wiedziałam kto pierwszy targnie się na swoje życie. Czy moja córka, czy jednak ja.
Jak wyglądają Twoje relacje z córką? W jaki sposób rozmawiacie na temat jej tożsamości i jak udaje się Wam budować porozumienie mimo tak fundamentalnej różnicy zdań w kwestii tranzycji?
Dziś córka jest prawie pełnoletnia. Moje relacje z córką wyglądają tak samo, jak przeciętne relacje zbuntowanej nastolatki ze swoją mamą. Ona bardzo często mówi mi, że mnie nie nienawidzi, a ja to przyjmuję, zawsze mając w pamięci jak bardzo niechętna byłam moim rodzicom w jej wieku i za jakich przegrywów i nudziarzy ich wtedy uważałam. To pozwala mi przetrwać jej ataki i rozumieć ten proces emancypacji, który odbywa się w głowie dorastającego człowieka. Ona poszukuje swojej drogi i swojego ja, jak każdy w jej wieku. Staram się opisywać sytuację, rozmawiając z nią, na przykład mówię „Ty jesteś takim człowiekiem, który kwestionuje wszystko, na czym świat stoi”, a ona wtedy odpowiada mi „Tak, właśnie tak jest”. Codziennie rozmawiamy sobie i paradoksalnie często nawet zdarzy się, że w czymś się zgodzimy, tylko że każdy widzi to przez filtr swoich doświadczeń życiowych. W końcu jest między nami luka pokoleniowa, więc to naturalne. Jeżeli chodzi o fundamentalną różnicę zdań na temat gender, udało nam się wypracować kompromis: ja zdecydowałam, że nie będę postępować wbrew sobie i będę nadal ją nazywała moją córką, którą znam od maleńkości i używam zaimka pasującego do jej biologicznej płci, a ona odpowiada po swojemu „zjadłem, znalazłem”.
Zauważyłaś w otoczeniu córki (szkoła, rówieśnicy, internet) czynniki, które Twoim zdaniem miały kluczowy wpływ na ukształtowanie się u niej dysforii płciowej?
O tak, oczywiście! Jest ich bardzo wiele, choćby w grach komputerowych wszystkie postacie mają do wyboru bardzo dużo cech LGBT, tożsamość płciową niezgodną z ciałem włączając. Wszędzie widuje się flagi LGBT, które stały się elementem gry politycznej i zawieszane bywają nawet na urzędach. Ona pytała bardzo wcześnie co oznacza skrót LGBT, a ja jej wytłumaczyłam. Wtedy siłą rzeczy znalazła dla siebie wyjście awaryjne w literce T, gdy zbuntowała się przeciwko dojrzewaniu jako kobieta. Jeśli mam być szczera, to w jej wieku i jeszcze długo potem, czułam tę samą niezgodę na gorsze traktowanie kobiet w świecie mężczyzn i gdyby pozwolono mi wybierać, to oczywiście wybrałabym być mężczyzną, gdyż w moim mniemaniu oni mają w życiu łatwiej: nie muszą rodzić, są silniejsi i w wielu miejscach bardziej poważani. Różnica pomiędzy mną i moją córką polega na tym, że ja dorastałam w czasach gdy przyjęło się, że płci się nie wybiera, więc zaakceptowałam fakt bycia kobietą, choć bardzo długo nie umiałam się z tym pogodzić, co znalazło też swoje odzwierciedlenie w moich wierszach. Moja córka jest już przedstawicielką pokolenia, które uwierzyło w to, że płeć można sobie wybrać i trochę ją podrasować syntetycznymi hormonami. To jest różnica pokoleniowa. A nawet pewne organizacje LGBT w tej teorii próbują pójść dalej i wmówić społeczeństwu, że płci nie można wybrać, a osoby trans są osobami płci przeciwnej, które urodziły się w „złym ciele” i ich „złe ciało” jest ich przekleństwem, przeciwko któremu nic nie mogą poradzić, oprócz wprowadzenia jakichś modyfikacji medycznych i de facto stania się pacjentami do końca życia. Uważam, że takie przedstawienie zjawiska transpłciowości jest bardzo okrutne i nieuczciwe, stąd moje akcje informacyjne oswajające młodych z własnym ciałem.
Co uważasz za największe zagrożenie w procesie tranzycji (zarówno społecznej, jak i medycznej) u dzieci i nastolatków?
Największym zagrożeniem moim zdaniem jest to, że młodzi ludzie doświadczający ze strony dorosłych tak zwanej afirmacji transpłciowości, mogą zbyt szybko uwierzyć w to, że nie ma dla nich innej drogi i pochopnie zdecydują się na zabiegi bezpowrotnie zmieniające ciało i mające zgubny wpływ na ich ogólny stan zdrowia.
Jeśli nie tranzycja, to jaka forma pomocy i wsparcia jest – Twoim zdaniem – najbardziej adekwatna dla nastolatka, który przeżywa głęboki kryzys tożsamości płciowej?
Jest to bardzo trudne pytanie, ponieważ w każdej rodzinie są inne relacje i trudno mi jest wyobrazić sobie, co czują inni rodzice i jaka będzie ich taktyka w zderzeniu z tym problemem. Z reguły reakcją rodziców jest to zagubienie i rozpacz, ale często nowocześni rodzice starają się być tolerancyjni i szybko wchodzą w fazę afirmacji transpłciowości dziecka, nawet wbrew własnym przekonaniom i wartościom. Myślę, że niepotrzebnie, bo najlepiej jest być wobec swojego dziecka szczerym i autentycznym. Dziecko ma prawo wiedzieć, że rodzic, jako odrębna osoba, może czegoś akceptować. Nie zawsze rodzic i dziecko muszą się ze sobą zgadzać, a pomoc rodzica w pochopnej tranzycji może okazać się niedźwiedzią przysługą. Pamiętajmy, że nasze dzieci z racji młodego wieku być może wiedzą czego chcą, ale niekoniecznie wiedzą czego potrzebują. Naszym zadaniem jest zachować dziecko w jak najlepszym zdrowiu i tak zwanym jednym kawałku do czasu, aż będzie ono osobą na tyle dojrzałą, że jego decyzje względem własnego ciała i zdrowia będą w pełni świadome. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że trudno jest opierać się obecnie panującym trendom w polskiej psychiatrii i seksuologii. Bardzo trudno jest wojować z tak zwanymi autorytetami i powtarzającym się tu i ówdzie upiornym zdaniem „lepiej mieć żywego syna niż martwą córkę”. Jednak dla dziecka warto powalczyć. Ja podbijam stawkę „Chcę mieć żywą córkę i to w jednym kawałku!”. Warto też śledzić trendy panujące w świecie. Po licznych procesach sądowych kraje anglosaskie i nordyckie odchodzą od systemowej tranzycji dzieci. Dobrze byłoby, żeby Polska uczyła się na ich błędach, a nie popełniła drugi raz tych samych. Każdy błąd to zdrowie i tożsamość jakiegoś młodego człowieka.
Jak oceniasz rolę współczesnej szkoły w tym procesie? Czy placówki oświatowe powinny akceptować społeczną tranzycję uczniów (np. zmianę imienia w dzienniku) bez oficjalnej zgody lub wiedzy obojga rodziców?
Uważam, że szkoły absolutnie nie powinny angażować się w afirmację transpłciowości uczniów, zwłaszcza w tajemnicy przed ich rodzinami. Takie sytuacje występowały do niedawna w amerykańskich szkłach i był to moim zdaniem totalny absurd, że szkoła wchodzi w nieswoje kompetencje, ponieważ szkoła to placówka dydaktyczna i ma przekazywać wiedzę o świecie, a nie głęboko angażować się w życie osobiste uczniów. Z drugiej strony rozumiem jednak, że nauczycielom czasem trudno jest walczyć z systemem i dobrze dofinansowanymi organizacjami LGBTQIA+, które próbują mieć wpływ na życie szkół. Nauczyciele są w pracy, mają na utrzymaniu swoje rodziny i nie chcą podpadać dyrekcji. Sama być może niedługo zacznę pracę nauczyciela. Chodząc po korytarzach mojego przyszłego miejsca pracy już zdążyłam zauważyć wśród uczniów „dziewczynę” nienaturalnie wysoką, o szerokiej i płaskiej jak boisko klatce piersiowej. W myślach powiedziałam sobie, że postaram się nie prowadzić krucjaty anty-trans w moim miejscu pracy, bo chcę być profesjonalna i nie odkrywać moich osobistych poglądów. Ale będąc aktywistką poznałam w internecie opiekunki i nauczycielki, które w pracy starają się ratować dzieci przed pochopną zmianą tożsamości i zaryzykowały w ten sposób nawet utratę pracy. Dla mnie to prawdziwe bohaterki i wojowniczki.
Czy profil „Matka Polka Z Poznania” stał się dla Ciebie platformą do budowania szerszego ruchu lub sieci wsparcia? Czy rodzice w Polsce zaczynają się organizować, by głośniej mówić o tym problemie?
Tak, choć nie do końca. Mój profil to bardziej blog osobisty. Ale dzięki niemu udało mi się odnaleźć osoby podobnie myślące na temat tranzycji i są to osoby z różnych środowisk, zarówno konserwatywnych, jak i liberalnych, choćby feministki. Że rodzice zaczynają się organizować, to trochę zbyt mocno powiedziane, ale na szczęście rośnie świadomość rodziców, że tranzycja to nie jest wyrok dla dziecka przeżywającego dysforię płciową, a z tego stanu można wyrosnąć, potrzeba jedynie dużo cierpliwości i czasu. Rodzice organizują się raczej na tajnych kompletach, grupy wsparcia się niejawne i działają na zasadzie prywatnego polecenia. Musimy być bardzo ostrożni, bo bardzo łatwo paść atakiem organizacji LGBTQIA+, które uważają blokowanie tranzycji dzieci za przemoc i terapię konwersyjną. Dla mnie totalnie niezrozumiałe jest to, że ochrona integralności cielesnej własnego dziecka do czasu osiągnięcia przez nie wieku pełnej decyzyjności, może być postrzegana jako terapia konwersyjna.
Jakie są Twoje główne cele jako aktywistki? Dążysz do zmian prawnych, systemowych, czy przede wszystkim zależy Ci na edukowaniu i uświadamianiu innych rodziców?
Nie dążę do zmian systemowych, ponieważ staram się pozostać anonimowa ze względu na dobro mojej córki. Boję się, że gdyby widziała mnie w mediach jako wojowniczkę „anty-trans” to mogłaby w odpowiedzi silniej dążyć do własnej tranzycji medycznej, żeby mi udowodnić, że jest niezależna. Mój aktywizm prowadzę raczej w tajemnicy przed rodziną. Ostatnio moja córka znalazła u mnie plik wlepek anty-trans i mi je zarekwirowała. Pozwoliłam jej cieszyć się wygraniem tej małej bitwy i nie potępiałam aktu dywersji. Wytłumaczyłam jej tylko, że to nie ja płaciłam za wydruk i zrobiła krzywdę osobie, która te wlepki przygotowała i mi podarowała. Gdy tak z innymi rodzicami działamy nieformalnie i w podziemiu, mamy po naszej stronie niektóre aktywistki feministyczne, którym od czasu do czasu wystąpić w TV i tam bardzo dobrze reprezentują interesy rodziców martwiących się o swoje dzieci i ich przyszłość. Kiedy ktoś czasem napisze do mnie z prośbą o poradę, to raczej polecam kontakt z innymi aktywistkami. Są aktywistki i dziennikarki, które jeszcze głębiej niż ja śledzą trendy panujące w tym temacie i nawet regularnie tłumaczą aktualne artykuły o tranzycjach pojawiające się w prasie anglojęzycznej.
Co doradziłabyś rodzicowi, który właśnie dzisiaj usłyszał od swojego kilkunastoletniego dziecka deklarację o chęci zmiany płci i czuje się całkowicie zagubiony?
Nie panikuj, pozostań sobą, żyj w zgodzie ze swoimi przekonaniami, bądź autentyczny. Ty najlepiej znasz swoje dziecko i wiesz kim ono jest, bo znasz je od maleńkości, byłeś/łaś przy narodzinach i byłaś/łeś z nim jeszcze wcześniej. Ty wiesz jakie są obciążenia rodzinne, genetyczne, jakie trudności emocjonalne dziecko może przeżywać. To może zabrzmieć radykalnie, ale przez cały okres wychowawczy to Ty wiesz o swoim dziecku więcej, niż ono samo o sobie. Nigdy dziecka nie porzucaj w jego cierpieniu wewnętrznym, nie przestawaj go kochać. Daj mu czas. Oczywiście urodziło się w swoim ciele i jest to Twojego dziecka jedyne ciało, więc warto o nie zadbać i pomóc dziecku je zaakceptować i pokochać. To może zająć nawet wiele lat. Nie ufaj bezgranicznie wszystkich autorytetom. Bądź czujna/y.
Gdzie Twoim zdaniem leży granica między bezwarunkową miłością i wsparciem dla dziecka, a mądrą, rodzicielską ochroną przed decyzjami, które mogą mieć nieodwracalne skutki zdrowotne?
Myślę, że odpowiedź zawarta jest w pytaniu. Jeżeli jakaś zmiana jest nieodwracalna (wywołana przez operacje, zażywanie hormonów zmieniających ciało, albo blokerów), to rodzic nie powinien na nią pozwolić. Kolor włosów można zmieniać, obcięte na chłopaka włosy odrosną, ale piersi nie odrosną. Nie odbudują się też ucięty penis, usunięta macica, pochwa w zaniku pod wpływem hormonów, płaski i ochrypły głos. Bagatelizowane przez większość lekarzy blokery dojrzewania, potocznie nazywane „przyciskiem stop”, nie zatrzymują dojrzewania na pewien czas, tylko całkowicie kasują proces na czas brania leków. Prawidłowe poziomy hormonów płciowych są ważne też dla innych narządów, jak kości i mięśnie, a nawet dla rozwoju mózgu. Biorąc blokery, dziecko traci ważny czas dla organizmu, którego nigdy już nie odrobi. Warto zawalczyć o to, żeby w okresie nieletnim nie były robione na naszych dzieciach eksperymenty medyczne. Nie chcę wyjść na osobę siejącą teorie spiskowe, ale zwróćmy uwagę na to, że medycyna chce mieć jak najwięcej ciekawych przypadków po to, by mieć udokumentowane badania. Sama zauważyłam radość w oczach psychiatrów, gdy widzieli w gabinecie 13-letnią dziewczynkę używającą męskich zaimków. Nie widziałam u nich zbytniego zatroskania, tylko rodzaj podekscytowania, że szczęśliwie trafił się kolejny przypadek do powszechnych badań naukowych nad transpłciowością ludzi młodych. Nie mogłam zgodzić się na to, aby moje dziecko stało się królikiem doświadczalnym dla przyszłości nauki. Rozumiem, że nauka jest dla naukowców jedną z najwyższych wartości, ale dla mnie jako rodzica, najważniejsze jest dobro mojego dziecka. Uważam też, że ta odnoga przyszłości nauki jest szkodliwa dla ludzkości, więc nie warto się dla niej poświęcać, a tym bardziej poświęcać zdrowia swojego dziecka.
Z jakim najważniejszym komunikatem chciałabyś zostawić Czytelników na koniec naszej rozmowy?
Rodzicu, wbrew temu, co Twoje dziecko deklaruje („Nienawidzę Cię!” „Nie chcę z Wami mieszkać”), to Ty jesteś najważniejszą osobą w życiu Twojego dziecka. Bądź cierpliwy i czujny. Nie pozwól skrzywdzić swojego dziecka, dopóki jest pod Twoją opieką. Jak będzie dorosłe, to jeszcze zdąży zmierzyć się z własnymi decyzjami i ich konsekwencjami. Pozostań w zgodzie z drugim rodzicem Twojego dziecka i nawet gdy jesteście po rozwodzie, szanujcie się, nie wypowiadajcie się o sobie źle. Wasza zgoda to bezpieczne otoczenia dla Waszego dziecka, w którym będzie mogło ono bezpiecznie dojrzewać.
Dziękuję za rozmowę.

