Pamiętnik odchudzania 2016: Tygodnie 1-3

Połowa czwartej dekady na karku, dwójka dzieci, wieloletnia terapia lekami, które powodują wzrost masy ciała… No i na wadze tragedia. Coś z tym trzeba zrobić!

 

Od ostatnich 10 lat, kiedy dźwigam moje kilogramy, za odchudzanie zabierałam się wielokrotnie. Z mniejszym lub większym skutkiem. Czasem zniechęcałam się sama, czasem na drodze do upragnionej sylwetki stawał nawrót choroby.

Oczy na nowo otworzyły mi się w ciąży z Emilką. Okazało się, że mam cukrzycę ciążową, zaczęłam dbać o to, co jem i jak jem. Zobaczyłam, że właściwa motywacja działa cuda. W ciąży schudłam 7 kilo. Wtedy postanowiłam studiować psychodietetykę.

Życie znów jednak nieco pokrzyżowało moje plany, studia musiałam odłożyć o rok, plany związane z powrotem do zdrowej sylwetki również. Później zaszłam w ciążę i w lutym 2016 r. urodziłam Piotrusia. Dwa miesiące po porodzie folgowałam sobie mocno, regenerowałam się i odpoczywałam. W końcu powiedziałam: dość! Trzeba znów zawalczyć o siebie. Jeść zdrowo, dla siebie i dla rodziny.

I tak w poniedziałek, 9 maja 2016 r. weszłam na wagę…

Tragedia, prawda?

Nie warto się jednak załamywać nawet z tak ogromną masą ciała. Warto zmienić nawyki żywieniowe. Warto wejść na ścieżkę zdrowia. Opiszę Wam to pokrótce.

Początkowo myślałam, że „Pamiętnik odchudzania” będę prowadzić codziennie. Tego pierwszego dnia zapisałam skrupulatnie, co jadłam. Zobaczcie:
* śniadanie: jogurt naturalny z otrębami żytnimi,
* drugie śniadanie: 2 banany,
* obiad: malutki talerzyk makaronu razowego z gulaszem z papryką czerwoną,
* podwieczorek: opuściłam,
* kolacja: surówka z pora, kukurydzy i szynki z jogurtem.
Aktywność fizyczna: tylko krótki spacer.

Jest różnica z moim menu „poporodowym”, w skład którego wchodziła na przykład paczka krówek… Ale może tego akurat potrzebowałam?

Pamiętnika nie udało mi się prowadzić codziennie. Zaczęłam jednak uważać na to, co jem. Wyeliminowałam słodycze i biały chleb. Zmniejszyłam porcje. Po tygodniu waga już pokazała:

Zaczęłam myśleć o aktywności fizycznej. Szukałam w moim mieście zajęć dla matek z dziećmi, żeby móc zabierać karmionego piersią niemowlaka i rozbrykaną dwulatkę. Nie znalazłam takich. Myślałam też o ćwiczeniach w domu, jednak przy dwójce dzieci ciężko się pozbierać. Myślałam i myślałam, ale od samego myślenia jeszcze nikt nie schudł 😉 Choć myślenie to podstawa, a ja swoje zmieniłam. Długo do tego dojrzewałam. I chyba w końcu dojrzałam.

Poniedziałek, 23 maja, na wadze objawił się takim wyświetleniem:

Postanowiłam się zapisać do klubu fitness, który mam najbliżej domu. Na pierwsze zajęcia wybrałam jogę i pilates. Zaczęłam ostrożnie. Ten tydzień przyniósł też małe rozluźnienie diety, bo w końcu był Dzień Matki, a do tego urodziny mojej mamy, której piekłam torta (jak mama sobie zastrzegła: ma to być tort z cukrem i białą mąką, więc i taki był).

Maj zakończyłam tak:

Jest poprawa! Lepiej się czuję, lepiej funkcjonuję. Może odrobinę lepiej wyglądam. Do celu jeszcze długa droga. Trzymajcie kciuki!

Zapisz

2 myśli na temat “Pamiętnik odchudzania 2016: Tygodnie 1-3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *