Między Mamkowo a pisaniem o morderstwach – czyli jak powstała „Krwawa nić”
Są takie noce, kiedy siedzisz przy laptopie o trzeciej nad ranem, dom śpi, a Ty researczujesz, jak długo chloroform odurza człowieka. I nagle zdajesz sobie sprawę, że Twoja historia wyszukiwania Google wygląda jak materiał dowodowy. Witajcie w moim świecie – świecie mamy, kierownika muzeum i… autorki thrillerów psychologicznych.
Wszystko zaczęło się od Stephena Kinga (i nocnych lęków)
Pamiętam, jak pierwszą powieść Stephena Kinga przeczytałam w liceum. Potem przyszła kolej na Robina Cooka – thrillery medyczne, które trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Chirurdzy, którzy nie są tym, kim się wydają. Szpitale, w których dzieją się rzeczy straszniejsze niż choroba.
Pomyślałam: „Chcę tak pisać. Chcę, żeby ktoś przeczytał MOJĄ książkę i nie mógł zasnąć”
Oczywiście, droga od tej myśli do pierwszej książki była… długa. I kręta. I wyboista.
„A gdybyś musiał zabić?” – pierwszy krok
Mój debiut „A gdybyś musiał zabić?” powstał z jednego pytania, które zadałam sobie jako mama: „Jak daleko mogłabym się posunąć, żeby ochronić swoje dzieci?”. To pytanie nie dawało mi spokoju. Strażak Piotr, który w obronie rodziny zabija polityka – to była historia o tym, co dzieje się POTEM. Nie o samym morderstwie, ale o traumie, wyrzutach sumienia, o życiu z tym, co się zrobiło.
Wielu czytelników pytało: „Jak Ty to wszystko wymyśliłaś? Skąd taki mrok?”. Skąd? Chyba po prostu gdzieś we mnie siedzi…
A potem przyszła „Krwawa nić”
Po debiucie myślałam: „Ok, napisałam jedną książkę. To było fajne doświadczenie. Może kiedyś napiszę drugą”. Ale… pomysły nie dają spokoju. Thrillery nie pozwalają spać. Dosłownie.
Pewnej nocy (oczywiście w nocy!) w mojej głowie pojawiła się postać: elegancki krawiec z małego miasteczka. Utalentowany artysta. Mistrz krawiectwa.
I druga myśl: „A co, jeśli ten krawiec jest seryjnym mordercą?”
Boże, jak ja się wtedy podniecałam tym pomysłem! (To brzmi dziwnie, wiem, ale pisarze thrillerów to dziwni ludzie)
Wiktor Tulejski – tak nazwałam mojego bohatera – prowadzi przytulną pracownię na ulicy Pańskiej w małym mieście niedaleko Wrocławia (którym? Może odgadniecie… A może nie). Szyje najpiękniejsze suknie dla najpiękniejszych kobiet w okolicy. Ale za przymierzalnią kryje się sekretne pomieszczenie… Białe ściany wyłożone folią malarską… Chirurgiczna igła i czerwona nić… I kobiety, które już nigdy nie wyjdą.
Teraz najlepsza część – JAK ta książka powstała.
Bo widzicie, pisarze książek często w wywiadach mówią: „Siadłam w kawiarni z laptopem i w pół roku powstała powieść”. Moja koleżanka, autorka romansów, potrafi powieść napisać w tydzień…
Mój dzień często zaczyna się o… 3 w nocy. Przyzwyczajenie z gazety (bo z wykształcenia i doświadczenia jestem dziennikarką).
Nie pisałam „od początku do końca”. Czasem udawało mi się zrobić zakończenie, kiedy indziej zwrot akcji w środku książki. Ale zawsze najpierw piszę prolog. Nie tylko w przypadku tych dwóch wydanych książek, bo w komputerze czekają na wydanie kolejne.
Więcej o książce, pisaniu i wymyślaniu – wkrótce.

